Amerykańska muzyka, Bon Jovi i rock
Podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych mieszkałem w Karolinie Północnej i często słuchałem lokalnego radia, w którym produkował się Donald Trump, a jakże ! Występował jako ciekawy i prześmiewczy komentator bieżących wydarzeń i nikomu nie przyszło do głowy, że to będzie kolejny prezydent USA. Bardzo często nadawano też dwie typowo amerykańskie pieśni, w ciągu dnia i nocy, w dzień powszedni i w weekendy. Obie piosenki wywarły na mnie duży wpływ i gdy czasem słyszę je ponownie, życie sprzed 10 lat wraca w mojej pamięci jak australijski bumerang. To była fajna amerykańska muzyka, Bon Jovi i rock.
Zapraszam do posłuchania moich ulubionych amerykańskich wykonawców. Pierwszym z nich jest Bon Jovi z utworem „ Who says you can’t go home” z płyty „Have a nice day” wydanej w 2005 r, kiedy byłem w Stanach. Drugim popularnym wówczas artystą był Trace Adkins ze wspaniałą piosenką „Swing”. Country w Karolinie Północnej odgrywało ważną rolę, wszak niedaleko było Nashville – stolica stanu Tennessee. A w Karolinie Południowej w Myrtle Beach rezydowała słynna i piersiasta Dolly Parton.
Bez tych dwóch powyższych utworów nie istniałoby moje życie w Karolinie.
Z kolei podczas wielkiej podróży ze wschodu na zachód USA i z powrotem, hitem okazały się trzy utwory, które często utrzymywały nas w dobrej kondycji psychicznej, nawet wtedy, gdy ta fizyczna się wyczerpała. Dzięki tym kawałkom, granym ponad 20 razy dziennie, można było jechać autem przez bezdroża USA przez wiele godzin. Były nimi: James Blunt „You’re beautiful „. Linkin Park „In the End” i nasza formacja Hurt z fantastycznym przebojem „Bolek i Lolek”. Tym trzem wykonawcom oddałem hołd w mojej książce, a ich piosenki sprawiły, że nasza podróż została pomyślnie ukończona.
Mnie z kolei słoń nadepnął na ucho i nie mam talentu muzycznego, pozostaje mi więc oddawać się kontemplacji powyższych utworów. Szkoda tylko, że Jon Bon Jovi skończył dawno 50 lat i że ma już bliżej niż dalej, a Chester Bennington z Linkin Park odszedł na zawsze w ubiegłym roku. Hit „In the End” był zawsze sztandarowym przebojem podczas wszystkich koncertów Linkin Park, również w tych zagranych w Polsce, na których byłem – w Warszawie, Wrocławiu i Rybniku. Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz ?
Nie polecam za to muzyki jaką słucha nasza babcia podczas każdej nocy. Nie wiem co ona słucha i co oni tam w tym radiu nadają, ale z głośników płynie jakieś straszne pitolenie i rzężenie, że aż krew w żyłach się ścina. Nie dość, że babcia jest głuchawa i głośność ma ustawioną na maksa, a fale radiowe nie do końca chyba są odbierane prawidłowo, bo wszystko trzeszczy i skrzypi, to jeszcze jakiś idiota postanowił o 3 i 4 w nocy nadawać bałkańską muzykę ludową !
Nie….ja jednak jestem rockowym chłopakiem. Najlepszym rockowym kawałkiem, jaki słyszałem do tej pory w moim życiu jest Guns’ n Roses „Sweet Child o Mine”. Nie ma lepszego !
Kiedyś, gdy byłem w Singapurze, przechadzaliśmy się z bratem i jego dziewczyną po wielkim markecie elektroniki i nagle z głośników popłynęła inna piosenka Gunsów „Knocking on Heaven”s Door” (choć jest to cover, a nie ich własny utwór, ale interpretacją przerósł oryginał).
Stanąłem jak wryty i zakochałem się w niej w jednej chwili. Tak, jest to możliwe. Zapragnąłem mieć tę płytę, choć wtedy nie wiedziałem jeszcze co to jest ? Gdy udało nam się odnaleźć sklep z płytami kompaktowymi (wówczas były dla nas rarytasem) mój brat powiedział:
– Piciu, przecież Ty nie masz sprzętu do odtwarzania takich płyt. Co z nią zrobisz ?
Hm…faktycznie, miał rację. Nie namyślając się długo zakupiłem natychmiast całą wieżę z odtwarzaczem CD i wydałem na nią wszystkie moje pieniądze. A potem tę wieżę taszczyłem na lotnisko i nadałem w cargo do Polski, a po miesiącu musiałem jechać na warszawskie Okęcie, żeby ją odebrać w urzędzie celnym i stać w kolejce cały dzień. Potem zawiozłem ją do Poznania pociągiem i dopiero w domu mogłem odsłuchać moją ukochaną piosenkę. Nigdy nie zrobiłem takiego wariactwa dla żadnej kobiety w moim życiu. A wracając do Singapuru, spłukany wróciłem potem do Tajlandii i musiałem odbić się na koronkowych bluzeczkach. No tak, nie wiesz po co Polacy latali kiedyś do Tajlandii ? Na seks ? Nie stać ich było, po bluzeczki i zabawki pluszowe.
Przeczytaj inny wpis z kategorii: “Amerykańskie klimaty”
https://przygodypiotra.pl/podroze-piotra/kowboje-w-ameryce-weekend-z-kowbojami-w-montanie/
A teraz przeniosę Cię w czasie, do podróży do Tajlandii, wystarczy że klikniesz poniższy button. Zapraszam.