Szlak do Utah. Zwiedzanie stanu Utah.
Zapakowawszy samochód marki Chrysler do granic możliwości wyruszyliśmy w drogę wiodącą do Stanu Missouri. Operację: „zwiedzanie stanu Utah” uznaliśmy za rozpoczętą.
To tylko ok. 1200 mil, więc kulaliśmy się cały wieczór, noc i przedpołudnie dnia następnego, przez Karolinę Północną, Tennessee, Kentucky. Ten ostatni stan – dla nas tranzytowy – jest typowo rolniczy. Dominują uprawy kukurydzy i tytoniu, hoduje się w nim duże ilości koni i kwitnie przemysł koński w tym różnego rodzaju branżowe wyścigi. Na bazie koni produkuje się słynne muły z Kentucky, które poszukuje się w Stanach za dużą wytrzymałość i wytrwałość. Od XIX wieku w Kentucky rozwinęło się również wydobycie węgla kamiennego, jednak tą sferą życia gospodarczego nie byliśmy zainteresowani. Tennessee pozostawiam sobie na później, żeby skreślić o nim kilka słów. Rankiem wpadliśmy wreszcie do Missouri i ominęliśmy od południa miasto Saint Louis, a w porze obiadowej dotarliśmy do celu czyli do domu Marcina niezmiennie trwającym w zadupiu. Wreszcie było mi dane ujrzeć te dzikie i puste prerie w letniej aurze, te soczyste trawy i drzewa tryskające liśćmi w niebo, konie i kozy hasające po pastwiskach.
I wreszcie było ciepło i nie padał żaden deszcz. Po kilkunastogodzinnym odpoczynku i spaniu w normalnych warunkach wyruszyliśmy dalej do Kansas City, gdzie czekał na nas wynajęty samochód. Był nim paliwożerny, siedmioosobowy GMC Yukon o numerze rejestracyjnym 3BF-53H z napisem powyżej: :Missouri”. To wielka, ale nowa maszyna, naszpikowana elektroniką jak Boeing 737, tak tajemniczą, że jeszcze po dwóch tygodniach użytkowania odkrywałem w niej nowe i wciąż nowe guziczki, przyciski i pokrętła z kolejnymi funkcjami. Generalnie samochód mierzył wszystko co możliwe dając nam pełne dane statystyczne na temat pokonanych mil, średniej prędkości, zużycia paliwa i przekazywał wiele innych, bardziej niecodziennych wskaźników. Brakowało tylko, żeby rejestrował jeszcze nasze ciśnienie krwi, które nierzadko było podwyższone ze względu na „orgazmy turystyczne” przeżywane po drodze i inne wydarzenia. Z kolei silnik tego auta był chyba za słaby w porównaniu do jego masy i często dawał się nam we znaki, zwłaszcza w górzystym terenie, bo ledwie ciągnął. Yukon okazał się jednak naszym domem przez najbliższe trzy tygodnie i bardzo się z nim zżyliśmy.
A po drodze jeszcze Kansas
Żeby dotrzeć do Utah ze stanu Missouri, pokonaliśmy jakże monotonny i płaski, a w porywach lekko sfalowany – stan Kansas, w którym nie ma nic, kompletnie, tylko pastwiska i pola, prawie zero domów i cywilizacji. Gdyby stan Kansas nagle zniknął z mapy świata myślę, że nikt by nawet tego nie zauważył i nikt by po nim nie zapłakał. Kansas pokonywaliśmy przez cały dzień przyzwyczajając się do walorów i osiągów naszego samochodu. Droga była prosta i żadnych zakrętów. Jak byście się czuli jadąc przez kilka godzin tylko prosto i ciągle z tą samą prędkością ? Powoli wpadaliśmy w melancholię od tej nudnej rzeczywistości która nas otaczała. Kuźwa, żadnych domów, restauracji, tylko pola aż po horyzont i wielkie pompy nawadniające uprawy. Dużym wydarzeniem było odbicie od naszej autostrady drogi na południe do miasta Wichita. Wciąż parliśmy jednak drogą nr 70 West i wieczorem dostaliśmy się do stanu Kolorado, a bardzo późnym wieczorem osiągnęliśmy Denver. Później, już w nocy cięliśmy przez góry Skaliste i nad świtem znaleźliśmy się w stanie Utah, niedaleko turystycznego i rekreacyjnego miasteczka Moab, a więc nareszcie…
Welcome to Utah
Za pierwszy cel turystyczny naszej całej eskapady Wschód – Zachód obraliśmy sobie stan Utah, najbogatszy w Parki Narodowe, kaniony i czerwone skały. Praktycznie cały stan użytkowany jest wyłącznie turystycznie, a jest wielkości dwóch trzecich powierzchni Polski. Wyobraźcie sobie prawie całą Polskę pokrytą wspaniałymi skałami, zamiast kilku w górach Stołowych. Najbardziej znane i oblegane parki narodowe w Utah to Arches, Canyonlands, Bryce Canyon i Zion National Park (dwoma ostatnimi zajmę się w odrębnym wpisie). Odwiedziliśmy je wszystkie, gdyż mieliśmy specjalną kartę uprawniającą do wjazdu na teren wszystkich parków narodowych w Stanach za darmo.
Płaciło się oczywiście za samą kartę, ale i tak wyszło kilkakrotnie taniej od wejściówek wykupowanych na miejscu w każdym parku. Utah to najbardziej malowniczy stan w USA i co roku odwiedzało go kilka milionów turystów, którzy raczyli się widokami zapierającymi dech w piersiach. Turystyka to podstawa stanowego budżetu, ale uprawia się w nim zboża i warzywa, hoduje bydło i owce. Dla formalności wspomnę, że Utah ma fajnych sąsiadów, a mianowicie ciekawe stany: Nowy Meksyk, Arizonę (od południa), Wyoming i Idaho (od północy), ze wschodu jest Kolorado, a na zachodzie Nevada. To stan Mormonów, bo mieszka w nim mnóstwo wyznawców Kościoła Jezusa Chrystusa w Dniach Ostatnich. No taka długa i dziwna nazwa. Do Unii Stanów Utah dołączyło w 1896 r jako jeden z ostatnich nabytków. Kilkadziesiąt lat wcześniej Utah należało jeszcze do Meksyku, ale wydarły go Stany z meksykańskiego gardła. Oni wiedzą co jest piękne i dobre. Jednak pierwszymi białymi ludźmi, którzy dotarli do tego stanu byli oczywiście Hiszpanie – misjonarze.
Orgazm turystyczny !
Stan Utah jest przepiękny ! Nie ma takich słów żeby opisać nasze pierwsze zachwyty i zauroczenia otaczającymi nas krajobrazami. Później okazało się, że fakt iż zaczęliśmy podróż od stanu Utah był błędem. Po prostu po widokach w stanie Utah już mało co nas potem zachwycało, a przecież powinno skalować się emocje od najniższych do najwyższych, żeby najlepsze zostawić sobie na koniec. My zaczęliśmy od najlepszego, od towaru z górnej półki, ale geografia była nieubłagana. Stan Utah był pierwszym jak wół na naszej drodze. Jest bardzo słabo zurbanizowany, wszędzie pustkowia i dzicz, mieszka tutaj tylko 2,2 miliona ludzi na tak dużym terytorium, a 90% z nich spędza swój żywot w Salt Lake City, mieście Mormonów. Nie widziałem żadnego osobiście, więc Wam o nich nie opowiem.
Utah jest bardzo górzyste ponieważ na jego obszarze leżą góry Skaliste i wyżyna Kolorado. I jak to w górach są duże opady śniegu zimą, dlatego Utah to stan olimpijski, bo w Salt Lake City odbyła się zimowa olimpiada. Za to opady deszczu w Utah należą do bardzo skąpych i w porównaniu do reszty terytorium USA opady są najmniejsze. Pył pod nogami jest tak suchy, że gdy spluniesz na ziemię, to pasikoniki biją się o Twoją ślinę. Dziwna nazwa – Utah – pochodzi od słowa w języku Indian oznaczającym „ludzi z gór”. Pierwotnymi Indianami zamieszkującymi te tereny byli Jutowie, lud dość agresywny wobec Białych i innych indiańskich plemion.
Moab i okolice
W miasteczku Moab założyliśmy naszą pierwszą bazę podczas wielkiej podróży. Moab i okolice tętnią życiem turystycznym i kolorowym różnojęzycznym tłumem. Wszak obok leży Canyonlands i Arches. To świat kanionów, czerwonych skał w przeróżnych formach, jakie tylko można sobie wyobrazić, naturalnych łuków skalnych i półek ciągnących się kilometrami ze wszystkich stron. Skały mają przedziwne formy na skutek działania wody i wiatru, a ich barwy są przeróżne i trudne do określenia.
Dominuje kolor czerwony, żółty, pomarańczowy, a kolor wytworów skalnych wspaniale podkreśla i podsyca intensywne słońce. W oddali widać ośnieżone wierzchołki gór Skalistych co kontrastuje z tą krainą palącego słońca i ciepła. Wspaniale przydał mi się tutaj kapelusz z szerokim rondem chroniącym moje oczy przed wszędobylskimi promieniami i kurzem wzniecanym przez pustynny wiatr i nasze kroki. Podłoże również jest kamieniste o barwie rdzawo-czerwono-żółtej pokryte skąpą krzaczastą roślinnością i często spotykaliśmy w nim uschnięte konary drzew. Na koniec odwiedziliśmy stanowy park Dead Horse.
Nazwa tego parku pochodzi od zdechłych koni i krów, które kowboje za życia zagonili kiedyś do naturalnej zagrody zbudowanej ze skał (wykorzystywali naturalne ściany kanionów), a potem zapomnieli o zwierzętach tam zgromadzonych, które w efekcie zdechły z pragnienia. Psiakrew, ale ich demencja brała. Gdzieś tam w trakcie wędrówek po bezdrożach parków napotkaliśmy na hieroglify przodków Indian wyryte na czerwonych skałach, ich pismo obrazkowe, a także daty różnych późniejszych ekspedycji naukowych badających te tereny.
Moab leży na słynnym szlaku handlowym Old Spanish Trail prowadzącym ze wschodu do Kaliforni, a wyznaczyli go kupcy z Taos i Santa Fe w Nowym Meksyku. Odtąd stał się najbardziej uczęszczany przez pionierów.
Okręg jest doskonały dla pieszych wędrówek, wspinaczek po skałkach, kwitną rowery górskie i sporty motorowe. Cross po skałkach jest jak zimne piwko z samego rana.
A może z Utah skoczymy do sąsiedniej Nevady ? Przeczytaj tutaj: