Neymar i Messi napędzani wołowiną ?

Neymar, Messi, wołowina

Neymar, Messi, wołowina

Neymar, Messi, wołowina – znak firmowy Brazylii i Argentyny

Nie tak dawno byliśmy świadkami finału Ligi Mistrzów, a teraz znów rusza kolejny Mundial – gratka dla fanów piłki nożnej na dobrym poziomie. W Mistrzostwach zagra Brazylia i Argentyna, a więc wystąpi Neymar, Messi – najwięksi gracze naszej planety, całkiem niedawno grali razem w Barcelonie.  Ich gra przynosi oglądającym widzom mnóstwo emocji, które trzeba ostudzić potem zimnym piwem. Dlaczego oni są tacy dobrzy w tym co robią ? Mają oczywiście talent, ale możliwe, że konsumują dużo wołowiny, którą uwielbiają sportowcy, zwłaszcza kulturyści, ciężarowcy, bo mięso powoduje rozrost ich mięśni. No tak, ale Brazylijczyk Neymar i Argentyńczyk – Messi są drobnymi facetami, jakby nigdy kęsa wołowiny nie włożyli do ust. A przecież ich kraje są światową potęgą w produkcji wołowiny, mięso dociera do wszystkich zakątków świata, nawet do Rosji, Chin, Iranu, Egiptu i na Bliski Wschód, do Stanów Zjednoczonych i do Europy w ramach tzw „kwoty hiltońskiej” – kontyngentu na wołowinę dobrej jakości. Brazylijskie i argentyńskie mięso podziwiane jest przez miliony smakoszy na świecie, nie ustępuje w popularności ani Neymarowi ani Messiemu. W samej Argentynie jest ponad 50 milionów sztuk bydła, a w Brazylii około 200 milionów (w końcu Brazylia to piąty kraj na świecie pod względem wielkości) ! Wiecie ile to jest krowich ogonów i ile gęb do nakarmienia ? Południowoamerykańskie przeżuwacze żywią się soczystą i grubą trawą pampy – wielkiego naturalnego i ekologicznego pastwiska, które wygląda jakby nie miało końca. Zdarzyło mi się raz na praktyce, że wypasałem krowy na pastwisku w naszym PGR, ale kolega przyniósł wino z gołą kobietą na etykiecie i tak nas zaprawiło, że zasnęliśmy w słońcu snem niewiniątek, a krowiny szalały wokół i siały spustoszenie na przyległych polach sąsiadów. Oj, dostało nam się wtedy, ale na brazylijskiej lub argentyńskiej pampie radzę Wam już tego nie powtarzać, bo gdy zalegniecie gdzieś w pijanym śnie, to nikt Was na tych bezkresnych przestrzeniach nie znajdzie, może kowboje gauchos za kilka lat odkryją Wasze białe kości i ocenią jak zaawansowaną mieliście osteoporozę ? Bydło ma do dyspozycji również świeżą wodę i powietrze z czego w pełni korzysta. Wracając do eksportu wołowiny, to Brazylia znacznie przegoniła Argentynę i odebrała jej prymat światowego producenta. W Argentynie ostatnio spadło pogłowie krów, na skutek suszy, złej polityki rządu, zamknięto wiele rzeźni, a ceny mięsa poszybowały w górę. Biedni Argentyńczycy, pomimo że średnio zjadają około 70 kg wołowiny rocznie (w Brazylii do 100 kg rocznie, a Polak zjada do 3 kg rocznie), to muszą teraz oszczędzać. Wciąż jednak krowy i wołowina nadają Argentynie i Brazylii sens istnienia oraz wywołują w tych krajach liczne emocje.

Jejku, rety, zjedli moje świnki morskie !

Tak pewnego razu wykrzyczała do mnie moja dobra znajoma, którą poznałem na fermie macior w Karolinie Północnej, a po kolejnych dwóch latach wylądowała w Ekwadorze, a potem w Urugwaju.  Nie mając tam nic do roboty zaczęła hodować sobie świnki morskie, które uwielbiała, a jej narzeczony – Ekwadorczyk i reszta ferajny z jego rodziny (w tych krajach wszystkie ludzkie osobniki żyją w „kupie”) pożądliwie spoglądali na zaokrąglone i milutkie kształty ciała świnek morskich. Zrozumiałbym, gdyby gapili się na kobiece atuty mojej koleżanki, ale na świnki morskie ? Zwłaszcza, że to nie są żadne świnki, tylko gryzonie i tym bardziej z morzem nie mają nic wspólnego. Wszytko stało się jasne, gdy wspomniana niewiasta – wyjechała na urlop do Polski i pozostawiła swoje świnki bez opieki. Wtedy zajęli się nimi mieszkańcy Ekwadoru i po prostu upiekli świnki na kolację. Tego typu jedzonko spożywa się również w innych krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie można nabyć upieczone świnki nadziane na patyk. A więc podobny los spotyka teraz Argentyńczyków i muszą żywić się takimi specjałami. Nie stać ich na drogą wołowinę i muszą obejść się jej smakiem, a raczej ograniczyć lekko spożycie, bo wyrugowanie wołowiny z diety jest niemożliwe. Jeśli w Argentynie przestanie się jeść mięso z krowy, to naród wyginie wraz ze swoją tradycją i kulturą. Dobrze, że Argentyna jest największym producentem win w swoim regionie, mają też herbatę yerba mate, więc mają czym ukoić nerwy z powodu mniejszych racji wołowiny. Mają też tango – taniec pochodzący z dołów społecznych. A może by zjedli trochę wołowiny z Brazylii ? Raczej nie, bo oba kraje się za bardzo nie kochają, może dlatego, że są największymi w Ameryce Południowej i oba pretendują do miana lidera, co Brazylii znacznie lepiej się udaje. W Brazylii, w stanie Parana i potem w Moto Grosso wykryto dwa pierwsze przypadki  choroby szalonych krów – BSE. Drugi przypadek był atypową odmianą choroby, bo zwierzęta nie jadły pasz pochodzenia zwierzęcego, a więc nie mogły być przyczyną zakażenia. Ale co tam ,nikt się tym specjalnie na świecie nie przejął, choć krótkookresowo wprowadzano embargo na import wołowiny z tych krajów.  Jakoś umknęło to uwadze Putina – króla wszelkich zakazów importu, a choroba BSE i tak mu wiele nie zaszkodzi. On już jest dość szalony, nawet po zjedzeniu sardynek z puszki i atakuje swoich sąsiadów utrzymując, że niesie im pomoc humanitarną. A wiecie, że w Argentynie mówi się po hiszpańsku – jak w całej Ameryce Południowej, a tylko w Brazylii po portugalsku ? Oba kraje, tak jak i reszta w regionie, skolonizowane zostały dawno temu przez Hiszpanów i Portugalczyków. Lądowali co kawałek na amerykańskim kontynencie i brali we władanie tyle terenu ile dali radę, grabili i zabijali Indian, a potem złoto wywozili do Europy dla swoich królów – sponsorów i protektorów, a także dla księży, dzięki którym ta rabunkowa gospodarka nazywana była ewangelizacją dzikich. Po drodze, na wodach Atlantyku, na hiszpańskie statki napadali angielscy piraci i rabowali im to, co sami wcześniej ukradli. Tak się działo, wiele wieków temu, było barwnie i kolorowo, ale wskutek działania konkwistadorów z Europy, na argentyńskiej i brazylijskiej pampie rozpanoszyło się bydło, przywleczone tutaj ze starego kontynentu. Tak więc na tamtejszych pampach hasają sobie pra, prawnuczki naszych europejskich Muciek, ale nie tylko.

Neymar, Messi, wołowina, w innych wcieleniach

Gauchos – strażnicy krowiego skarbu

Południowoamerykańscy pasterze zajmują się wypasem i doglądaniem milionów sztuk bydła na pampach Argentyny, Brazylii i Urugwaju. Są istotnym elementem tradycji i kultury, to oni byli również pierwszymi kowbojami w Ameryce Północnej, gdzie w Stanach Zjednoczonych mieszali się z kulturą anglosaską i w taki sposób narodziła się legenda kowbojów na dzikim zachodzie. Gauchos możemy podzielić na tych z pampy i tych z gór (sierra) – górskich rolników mających krowy i to gauchos rozsławili na świecie picie yerba mate. Nie zdziwcie się, gdy przeczytacie tu i ówdzie, że przodkami gauchos byli często Polacy, może dlatego odzaczali się oni hardością, indywidualizmem, są symbolem dumy i tak bardzo kochają konie. Bydło, którym opiekują się kowboje w większości pochodzi z Indii, stąd wiele krów ma charakterystyczne garby jak bydło Zebu. Jest odporne na choroby i warunki klimatyczne. Najważniejsza to rasa Nelore, którą krzyżowano z europejskimi Simentalami, Angusami, Charolaise, Hereford, co zaskutkowało powstaniem marmurkowatego i soczystego, wyjątkowo miękkiego mięsa. Mięso ma mało tłuszczu, bogate jest w beta-karoteny i kwasy tłuszczowe omega, bardzo dla nas korzystne. Krowy posyła się do rzeźni w wieku 25-30 miesięcy i w wadze ok 250 kg, wtedy ich mięso ma optymalny skład i smak. Zaraz po uboju wołowina jest twarda i bez smaku, ale kluczem do sukcesu jest odpowiednie dojrzewanie mięsa w niskich temperaturach. Są liczne szkoły uczące jak najlepiej obrabiać świeżą wołowinę, ale najczęściej oddziela się ją od kości i pakuje próżniowo w odpowiednich kawałkach. Mięso potem mięknie na skutek działania enzymów w mięsie, które zmieniają strukturę włókien. Mięso pakowane próżniowo w wilgotnej postaci często ma barwę fioletową i w ogóle się tym nie przejmuj. Nie wyrzucaj takiego mięsa, bo ono jest dobre, zabarwione substancjami barwiącymi krew, ale po otworzeniu opakowania i zetknięciu się mięsa z powietrzem, kolor staje się czerwony.

Neymar, Messi, wołowina

Południowoamerykańska kultura grillowania

Oj, dla wegetarianina nie ma życia ani w Brazylii ani w Argentynie. Również w Polsce – w Warszawie powstała pierwsza restauracja typu fast food serwująca hamburgery z prawdziwej i soczystej argentyńskiej wołowiny – „Bydło i Powidło Meat – in Place”, stawiając opór nacierającym knajpom wegetariańskim. W obu krajach wszędzie roznosi się zapach steku, powszechnie dostępne są kamienne grille i ławeczki, na których mieszkańcy raczą się mięsiwem dyskutując o rozgrywkach piłkarskich, co wyzwala największe emocje, a potem o tym, kto potrafi przyrządzić najlepszego steka. Możesz powiedzieć komuś, że ma szpetną żonę i w ogóle go tym nie obrazisz, ale gdy zasugerujesz, że jego steki są do luftu, to dopiero wtedy dopieczesz mu do żywego  i możesz poczuć siekierę w plecach. W Ameryce Południowej mięso grilluje się na węglu drzewnym, nie ma mowy o grillach gazowych, jakie często widywałem w USA lub Australii. Na ruszt wrzuca się duże kawały mięsa (ważą nawet po kilka kilogramów), które wolno i ze spokojem należy grillować na wielkich rusztach, często domowej roboty. Argentyńska sztuka grillowania nazywana jest asado, na ruszt wrzuca się duże ilości polędwicy, rostbefu, antrykotu, udźce, grasicę.  Co ważne, mięso w zasadzie jest surowe, nie macza się go w żadnych sosach, marynatach, czy innych świństwach. Pamiętaj więc, że jeśli zawitasz kiedyś do Brazylii lub Argentyny, to nie rób tego, bo tubylcy zamiast spożyć z Tobą posiłek zdzielą Cię takim oszpeconym stekiem w łeb. W ten sposób dojdzie do profanacji kultury przyrządzania steków. Dozwolona jest tylko sól i to w małych ilościach, bo mięso od tego sztywnieje jak kapeć. Trzeba też mieć sporo czasu, bo wszystkie czynności należy robić z należną im estymą, więc sposób grillowania mojego wujka, polegający na tym, że wrzuca jakieś biedne kawałki mięsa wytarzane całe w przyprawach na ruszt, a potem szybko opróżnia dwie butelki piwa i zasypia pod grillem zanim węgiel się rozpali, w ogóle nie wchodzi w rachubę. W Brazylii z kolei uwielbiają biesiadować zgodnie z zasadą „jedz ile możesz”, kawałki mięsa ściągane są z grilla, krojone na paseczki i gorące trafiają na środek stołu lub na talerze tak często jak to możliwe. Na stołach są „mięsne” lampki, które zapala się w odpowiednich kolorach: zielonym lub czerwonym i daje się znać kelnerom czy zamierzamy kontynuować jedzenie. Jeśli nie jesteśmy Latynosami to sama wizyta w lokalnym stek house może być dla nas trudna, ponieważ mają tam kilkanaście rodzajów steków, a każdy jest wspaniały i co tutaj wybrać ? Do pomocy są specjalne schematy – wizerunki krowy podzielonej na segmenty.i z rozpiską, który kawałek nadaje się najlepiej do grillowania, pieczenia lub gotowania. W Urugwaju – kraju wciśniętym między Brazylię i Argentynę, co roku urządza się wielką biesiadę w okresie świąt Wielkanocnych i nazywa się ją tygodniem kreolskim. Co roku biesiadnicy zjadają ponad 700 ton żeberek.

Neymar, Messi, wołowina, carne asadoCzarne chmury nad bydlakami w Brazylii i Argentynie ?

Neymar, Messi, wołowina, wypas na pustyniNiestety, wszystko co dobre, ma też swoje ciemne strony. Ekolodzy oskarżają południowoamerykańskie bydło, choć również ich pobratymców w USA i Australii, że trują nas  metanem produkowanym w żwaczach podczas procesów fermentacji. Wydzielają też dwutlenek węgla podczas oddychania doprowadzając do ocieplania się naszego klimatu. Wyliczono, że 50 milionów argentyńskich krów produkuje 30% ogólnego limitu emisji tego gazu przewidzianego dla Argentyny. No cóż…a przecież kiedyś istniały stada bizonów i to w ilości przekraczającej 10 milionów zwierząt i jakoś planeta istniała. W końcu jelenie, sarny, antylopy i wszelkiej maści przeżuwacze też produkują metan i jakoś ekolodzy ich nie ścigają. Wreszcie ekolodzy sami oddychają i niszczą naszą planetę, może by więc tak wyemigrowali ? Nie przejmujcie więc się za bardzo i trzaśnijcie sobie dziś wieczorem argentyńskiego steka i popijcie winem z Ameryki Łacińskiej. Gorzej natomiast dzieje się w Brazylii, bo na potrzeby hodowli bydła na pampie, wycina się i niszczy puszczę Amazonkę – najbogatszy lądowy ekosystem. 60% Amazonii leży w Brazylii, a deforestacja czyli wycinka lasów niszczy około 600 km kwadratowych lasu rocznie. Jeśli Brazylia wytnie całą Amazonkę po swojej stronie, to będzie smuteczek. Gdzie będzie jeździł wówczas nasz rodzimy globtroter Wojciech Cejrowski ? Niestety, nielegalnym wycinkom sprzyja prawo w Brazylii, często dochodzi do porwań i morderstw na tym tle i osoby protestujące przeciwko wycince i bydłu są w Brazylii w taki sposób usuwane. Eee, to tak jak u nas. Gdy stoisz z białą różą na ulicy albo siedzisz sobie na krawężniku, to policja zaraz Cię poszarpie, podczas gdy faszyści i idioci przechadzają się po ulicach swobodnie. Dodatkowo w Ameryce giną Indianie – naturalni mieszkańcy puszczy. Amazonka jest też nazywana drugim płucem świata (pierwszym są oceany), ponieważ taka ilość roślin redukuje nadmiar ilości CO2 w atmosferze na skutek fotosyntezy, chociaż z drugiej strony rośliny oddychają i uwalniają do atmosfery duże ilości gazu. No takie życie, nie ma nic za darmo. Jedna z brazylijskich instytucji podjęła ostatnio próbę kontroli farmerów i ich stad bydła za pomocą satelity, który co roku mierzy poziom ekspansji farm. Jeśli będą się nielegalnie poszerzać i trzebić Amazonkę, będą karane. Póki co jednak, system powstał bardziej dla picu niż dla porządkowania sytuacji.

Zobacz również:

Co nas nie zabiło, to nas wzmocniło – cz. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *