Sekretne życie krów
Był taki czas, gdy media obiegła wiadomość o krowie, która we wsi pod Płońskiem uciekła z pastwiska i weszła na dach ponad dwupiętrowego budynku mieszkalnego będącego w budowie. Tak naprawdę sforsowała drzwi pustostanu i po schodach wdrapywała się wyżej i wyżej, aż wreszcie przez małe okienko czmychnęła na sam dach. Na tym polega właśnie sekretne życie krów.
Nikt nie musi mnie przekonywać, że krowy mają moc, wspomniałem sobie historię, w której jałówka wyskoczyła przez małe okienko lub staranowała drzwi obory jak pociąg ekspresowy, nie zdziwił mnie więc fakt, że nagle pojawiła się na dachu i spacerowała sobie po nim jak kuracjusz po deptaku w Kołobrzegu. Nieposłuszną krowinę musiała ściągać Ochotnicza i Państwowa Straż Pożarna z Sochocina ryzykując życiem, bo mućka trochę się zdenerwowała i stała się agresywna, z powodu że weszła sobie na chatę, a teraz ją wypraszają z mety. A chciała sobie z dachu pooglądać co dzieje się na świecie ? I powdychać świeżego powietrza. Dobrze, że do tego nie doszło, bo to nie jest dobry czas dla krów.
Bekająca krowa zmienia świat
Światowe oskarżenia szargają dobre imię krów, a te nie mają swoich prawników i nie mogą pozwać oszczerców o szerzenie złej opinii o nich. Okazuje się, że krowy emitują metan do atmosfery, który wchodzi w skład gazów cieplarnianych zabijających naszą planetę. Szacuje się, że 30% emisji metanu do atmosfery pochodzi z hodowli, głównie bydła, a w tej kategorii ponad 80% metanu wyzwala się w żwaczu podczas fermentacji bakteryjnej, przy braku tlenu, odpowiedniej temperaturze i ph. Zatem tylko niecałe 20% tego gazu wyzwala się wskutek długotrwałego przechowywania obornika lub gnojowicy, kiedy wytwarzają się warunki beztlenowe. Tak więc krowa naje się, potem leży i beka, a raczej przeżuwa, a niszczycielski gaz trafia do środowiska. Gazy cieplarniane gromadzą się w atmosferze i kumulują energię z promieni słonecznych, a tym samym wzrasta temperatura (w ciągu 100 lat o niecały 1 stopień Celsjusza), która topi lodowce. Lodowce przechodzą w stan ciekły i podnoszą znacząco poziom oceanów na ziemi. A wszystko przez biedną krowinę, która też na tym jednak cierpi, bo wyższa temperatura niekorzystnie wpływa na laktację i jej samopoczucie. Na obronę powiem, że taki sam metan wydzielają inne przeżuwacze, również antylopy w Afryce, nasze żubry czy bizony w USA będące pod ochroną, ale ich nikt nie atakuje.
Mówi się jednak, że w przyszłości będziemy musieli zrezygnować z wołowiny w naszej diecie, a tym samym z hodowli bydła mięsnego, aby uratować planetę. Może i nawet mleka nie będzie wolno pić. Taki będzie efekt naszego skoku cywilizacyjnego i intensyfikacji produkcji na każdym szczeblu. Jednak okazuje się, że właśnie w intensyfikacji produkcji przy zastosowaniu inżynierii genetycznej, której konsumenci tak się boja, jest nadzieja, bo będzie można ograniczyć populację zwierząt gospodarskich, a mieć więcej mięsa i mleka, a wszystko dzięki wysokiej wydajności.
Dziki Zachód wciąż żywy
Ostatnio zadzwonił do mnie jeden z hodowców z południa Polski i podczas rozmowy okazało się, że w Polsce trwa rozbój w biały dzień. A mianowicie odbiorcy żywca, nie dość, że płacą liche pieniądze, to jeszcze celowo oszukują i okradają hodowców. Wysokimi cenami wabią farmerów, a potem im nie płacą za dostarczony żywiec, który znika i ślad po nim ginie. Proceder taki potwierdził mi inny hodowca z Wielkopolski, co mnie trochę wzburza. Rozumiem, że ktoś nie płaci, bo mu się nie powiodło, zbankrutował, ale robić to celowo i z premedytacją ? A jeśli ktoś nie chce oddać swoich zwierząt, to istnieje zmowa odbiorców i nikt już nie odbiera od hodowcy jego zwierząt. Jeśli to prawda, to jest skandal i co robią nasze szacowne organizacje, związki rolnicze poza tym, że biorą składki ? Może jedzą ośmiorniczki i mają wszystko w poważaniu. Powinni dbać o interes rolników i selekcjonować, nadzorować odbiorców, co wyczyniają, a nieuczciwym wystawiać czerwoną kartkę.
Przypuszczam jednak, że i sami hodowcy nie działają razem, ale każdy sobie rzepkę skrobie i patrzy tylko na swój koniec nosa. Ale ostatnio w mediach często mówi się o wołowinie brazylijskiej w kontekście ich zwariowanego, agresywnego i lubiącego dyktaturę prezydenta Jaira Bolsonaro. Oj, porobiło się tak na świecie, że ludzie tego pokroju dochodzą do władzy, a ludziom się to podoba. Poza tym, że Bolsonaro naigrawał się z prezydenta Francji Emmanuela Macrona, że ma brzydszą i starszą żonę (od żony prezydenta Brazylii), oskarża się go o nadmierną i gwałtowną wycinkę puszczy amazońskiej, co tylko dodatkowo degraduje klimat. Ale czemu nie ? Kto mu zabroni, skoro ma puszczę, to ją wycina, bo może. Chłop brał chyba korepetycje u naszego byłego ministra ochrony środowiska – Jana Szyszko, na temat jak chronić lasy (w tym puszczę) przez ich wycinkę.
Jak ich nie będzie, to nie będą na nic chorować i będzie spokój. Ale, o zgrozo, widziałem w TV, że działania prezydenta Brazylii popierają hodowcy bydła, bo po wycince puszczy mogą zakładać wielkoobszarowe pastwiska i tworzyć wielkie stada bydła. I znów ta biedna krowina znalazła się na linii frontu. Ale co się dziwić, skoro Brazylia bardzo umacnia się na pozycji światowego eksportera wołowiny, głównie do Azji i Egiptu, gdzie spożycie rośnie, dzięki czemu światowe zapotrzebowanie ma być większe od podaży. To rozgrzewa emocje ! Na tej sytuacji ma również skorzystać Australia, w końcu blisko jej do Azji, ale w Unii Europejskiej stagnacja i raczej spadek spożycia.
Brazylijskie perturbacje…
A raczej skandale mięsne wstrząsnęły rynkiem importerów i miłośników brazylijskiej wołowiny. Pomimo tego, Brazylia zwiększa eksport do Azji, o czym wspomniałem powyżej. Okazało się, że największe brazylijskie firmy wysyłające mięso wołowe w świat oszukiwały na etykietach i datach przydatności do spożycia. Mięso często było stare, a nawet zepsute, pomimo to przekupieni urzędnicy kwalifikowali je jako dobre i umożliwiali wprowadzanie do obrotu. Unia Europejska się zawzięła i zaczęła dokładnie sprawdzać przysyłane z Brazylii mięso (większość dostaw, w tym do Polski realizuje się przez Holandię), etykiety, daty ważności, a nawet dużą część bada się mikrobiologicznie. Do czasu zakończenia analiz mięso leży w magazynach na koszt importerów, a jeśli okaże się złej jakości będzie odsyłane do Brazylii na koszt jej eksporterów. Nie dziwmy się, że prezydent Bolsonaro nie lubi Europy i bluzga na poszczególnych przywódców wspólnoty. A przecież etykieta to ważna rzecz. Kiedyś moja 4-letnia (wówczas) córka wstawała o 5:30 rano i po kolanach zwiedzała całe mieszkanie. Gdy pod szafą wynalazła jakąś część produktu żywnościowego (np. cukierek), budziła nas bezceremonialnie i szepleniąc mówiła:
– Pseprasam, ze Was budzę, ale tutaj chodzi o moje zdrowie…czy ten cukierek ma jesce dobrą datę waznosci ?
No a takie mięso to bardziej poważna sprawa, więc co się ci Brazylijczycy tak dziwią ?
Mercosur rządzi
Mimo tych wszystkich problemów kraje zrzeszone w organizacji Mercosur (Wspólny Rynek Południa: Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj) wciąż zwiększają swój eksport mięsa do samej Unii Europejskiej. Właśnie Unia Europejska dogadała się z Mercosur po 20 latach negocjacji i wiele produktów z państw Ameryki Południowej będzie wysyłanych do Europy bez ceł. Pod względem wartości, to największa umowa zawarta przez UE z zagranicznym partnerem. W pakiecie może przyjeżdżać brazylijska wołowina, co może cieszy konsumentów, jeśli nie zastanawiają się nad tym jak jest ona wytwarzana, ale bardzo wzburza sektor producentów wołowiny w Europie, bo dochodzi w takim przypadku do konfliktu interesów. Podczas gdy my w Europie jesteśmy skrępowani ciasnym gorsetem przepisów, standardów, dobrostanem, ostrzałem opinii publicznej, to producenci w Ameryce Południowej robią sobie co chcą, począwszy od wycinki puszczy, a potem fałszują jakość swojej wołowiny. Zatem Unia, która stawia na wysoki standard wytwarzania żywności i na to, że konsument ma prawo znać cały jej łańcuch przetwarzania, zezwalając na import żywności z państw Mercosur (a tam nie spełnia się wymogów UE) sama godzi w te standardy. Wołowina brazylijska często trafia do gastronomi lub na dalszy przerób, gdzie wiedza o jej pochodzeniu po prostu ginie w odmętach wszechświata i konsument nie wie o niej nic. Poza gorszą jakością wołowiny z Mercosur, może również załamać się cena na żywiec w Europie, co bardzo zaboli polskich producentów, bo przy słabym spożyciu tego mięsa w Polsce, są skazani na sprzedaż w Europie. A jeśli tam na dobre rozgości się wołowina z Brazylii i Argentyny ? Oba kraje mają pogłowie bydła sięgające blisko 300 milionów sztuk ! Bolsonaro ma więc wielu popleczników i nie straszny im efekt cieplarniany, ale liczy się kasa. Niestety niekorzystne zmiany klimatyczne uderzają nie tylko w bogate kraje, ale w biedne tak samo. Jeśli ktoś jest biedny, to nie wstyd, ale nie zwalnia go to z używania mózgu.
Czasem fałszerstwo jednak popłaca
Robiłem w życiu różne rzeczy, oj zebrało się trochę tego. Pamiętam, że i ja byłem wciągnięty w proceder zamieniania etykiet na produktach żywnościowych. A mianowicie chodziło o mleko kozie w proszku, które na skutek załamania się rynku przez głupi program w TV mówiący o tym, że ktoś rzekomo dostał zapalenia opon mózgowych od mleka koziego (a koza była wcześniej ugryziona przez kleszcza), po prostu leżakowało sobie przez kilka miesięcy dłużej niż powinno. Szczęśliwie okazało się, że mleko w proszku zawiera bardzo mało wody w sobie, a więc bakterie z czasem giną i czystość mikrobiologiczna takiego mleka rośnie ! Tłuszcz w mleku kozim jest tak zbudowany, że nie jełczeje, więc produkt nie ulega zepsuciu i wciąż nadaje się do spożycia. Wystarczyło nakleić inną etykietę….Ale oczywiście nie polecam takiego procederu, a za to rekomenduję, aby kupić sobie kilka kóz. Jeśli masz stado krów to nie jest problem, żeby je wyżywić, a zawsze możesz napić się zdrowego mleka. Koza ma mały żwacz, więc wydziela mniej metanu i ekologia pełną gębą ! Zdarzyło mi się również spotkać konsumentów bardzo zadowolonych z tego, że dostali produkt do spożycia, którego termin ważności już dawno minął. A chodziło o zgrzewkę piwa, którą znalazłem gdzieś za drzwiami w garażu i było już mocno przeterminowane. Wyniosłem do śmietnika na osiedlu i ..napotkałem w nim pewnego jegomościa, któremu oczy mocno zapłonęły z pożądania, jak pochodnie na widok trunku, a twarz pojaśniała z wielkiej radości.
– Pan to będzie wyrzucał ? – zapytał mnie nieśmiało. Bo ja mogę to wziąć – dodał.
– Ale to jest przeterminowane – ostrzegłem go, ale potem wręczyłem mu piwo.
– Jezu, kumple mnie ozłocą ! – wykrzyknął uradowany i pobiegł z piwem w dal.
Koło fortuny się dziś do niego uśmiechnęło. A jak będzie z nami gdy Mercosur uderzy ?
Piotr Włódarczak