El diablo rojo z morza Corteza

Co jest ciekawego w Meksyku

Co jest ciekawego w MeksykuNajprostszą odpowiedzią na pytanie: „co jest ciekawego w Meksyku” jest jedno słowo: „wszystko”.

co jest ciekawego w MeksykuWspaniali ludzie, jedzenie, zwłaszcza wciąż egzotyczne dla nas tak zwane owoce morza (świeże, smaczne i tanie). Uliczne jadłodajnie z tymi wspaniałymi potrawami są wszędzie i jak soczewka skupiają życie społeczne.

meksykańskie owoce morza

co jest ciekawego w meksykuMeksyk to kolorowy, ale strasznie zaśmiecony kraj, gdzie wszystkie odpadki rzuca się wprost na ulicę i mieszkańcy nie widzą w tym żadnego problemu. Wspaniałe zabytki, specyficzny styl życia, ogromna korupcja i pewien element zagrożenia związany z działalnością karteli narkotykowych, wojną gangów, nielegalnym przemytem narkotyków i ludzi, porwaniami i innymi podobnymi nieprzyjemnymi rzeczami. Tę adrenalinę związaną z zagrożeniem czuje się może trochę bardziej na północy kraju – na wyludnionych bezkresnych piaskach pustyni Sonora, w rejonie Hermosillo, Ciudad Obregon. Miasta leżą blisko zatoki Kalifornijskiej czyli inaczej morza Corteza, a woda oceaniczna zawsze jest dla mnie pozytywną wartością.

Meksykańskie jedzenieKałamarnica Humboltda

Ma barwę czerwono-brunatną i wielkimi stadami przemierza wody morza Corteza. W zatoce Kalifornijskiej zaczyna brakować rekinów i władze wprowadziły zakaz połowów na te drapieżniki szczytowe, więc na rybnych targach ich nie uświadczysz. Jeśli jest zakaz, to znaczy, że rozkwitł czarny rynek na mięso rekinów i teraz kłusownicy trzebią ich populację, a szczątki rekinów: łby, kości, płetwy porzucają w masowych ilościach na dzikich plażach nad Pacyfikiem, które śmierdzą rybim odorem już z dużej odległości. Z kolei gdy brakuje w wodzie rekinów, to panoszą się kałamarnice, które potrafią zaatakować człowieka, wciągnąć go swoimi długimi mackami (mają 8 macek pokrytych przyssawkami i 2 długie kurczliwe ramiona) w głębiny i dotkliwie pogryźć.

Kałamarnice nie raz atakują meksykańskich rybaków, którzy ze strachu i respektu nadali jej nazwę: „el diablo rojo” czyli czerwony diabeł. Także tytuł wpisu nie odnosi się do mnie, choć pod wpływem ostrego słońca byłem trochę czerwony i miałem czerwone gacie na sobie. Kałamarnica żyje na głębokości do 1.200 metrów, porusza się za pomocą swoistego napędu odrzutowego, przemierza naprawdę duże odległości. Dzisiaj jest u wybrzeży Meksyku, a za krótki czas jest już w Peru, kilka tysięcy km dalej. Pływają w dużych stadach, potrafią zmieniać kolor skóry i dostosowywać się do warunków środowiska oraz w krytycznej sytuacji wyrzucają maskujący atrament. Wyglądają jak kreatury nie z tego świata, mają obły kształt, mnóstwo macek, a u ich podstawy ostry dziób z ostrymi zębami, które z łatwością przegryzają kości ryb. Pomimo grozy jaką budzą są rybacy specjalizujący się w połowach kałamarnic, a te cieszą się kulinarnym uznaniem wśród konsumentów. Są naprawdę dobre w sosie pomidorowym z cebulą i marchwią. Można kupić też ich mrożone odnóża.

Atrakcje w MeksykuKraken – mit oceanicznego potwora…

wziął się właśnie od kałamarnicy, głównie olbrzymiej, która potrafi osiągnąć długość do 20 metrów i wagę ponad 300 kg. To ona stała się pierwowzorem strasznego morskiego potwora, który nagle wynurza się z głębin, mackami oplata statek i wciąga go do wody wraz z marynarzami, po czym ślad po wszystkich zaginął. Hm…u mnie na Łazarzu, na naszym podwórku też był taki Kraken. Grubas wylatywał z klatki schodowej, obłapiał swoją ofiarę (tę która była najbliżej niego) długimi i lepkimi łapskami, po czym wciągał ją do bramy, a w niej dochodziło do kradzieży wszystkich drobniaków jakie ofiara miała w swoich kieszeniach oraz jedzenia. Nasz podwórkowy Kraken potrafił wtargnąć nagle na boisko i porywał piłki, do piaskownicy i porywał wiaderka. Aż kiedyś został wreszcie upolowany i myśliwi obili mu gębę za blaszanymi garażami i jego ostre zęby zostały stępione. No co ? Takie było życie na Łazarzu.

Podróż do Meksyku

Wycieczka do MeksykuMeksyk walczy z narkotykami i kapitanem Lasotą

Przynajmniej w teorii, na ulicach Obregonu czy Hermosillo widać uzbrojone po zęby konwoje pojazdów z Federales, którzy zwalczają mafię. Na lotniskach specjalne jednostki poszukują dealerów i kurierów z narkotykami w bagażu czy w żołądku. Czasem dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w której osoba odkrywająca narkotyki i powiadamiająca o tym fakcie policję, sama zostaje oskarżona i osadzona w meksykańskim więzieniu, co już w samo w sobie jest straszne. Taki los spotkał naszego kapitana kontenerowca SavannahAndrzeja Lasotę, który płynął z Kolumbii do Meksyku. W ładowni odkrył ze swoimi oficerami ok. 300 kg kokainy ukrytej w przewożonym koksie i powiadomił o tym służby. Prokurator aresztował całą załogę, po czym zwolnił wszystkich marynarzy, zatrzymał jednak kapitana i wtrącił go do więzienia pod zarzutem przemytu narkotyków, że to on wwiózł je na terytorium Meksyku. Jest takie prawo, że kapitan nie odpowiada za powierzone mu ładunki, nie on ładuje przecież towar na pokład, tak samo pilot samolotu nie odpowiada za bagaże podróżnych. Jednak nie w Meksyku, nie mieli kogo schwytać i oskarżyć, ale musieli się wykazać, więc aresztowano kapitana Lasotę i koniec sprawy. To działo się w 2019 r, ale w lutym 2021 został w końcu uniewinniony przez meksykański sąd i zwolniony z więzienia, w którym siedział z żołnierzami karteli narkotykowych.

Co zobaczyć w MeksykuJeździmy wśród narkotykowych pól

Budowaliśmy wielkie chlewnie na pustyni Sonora, z konstrukcji stalowych i często poruszaliśmy się po górskich zakamarkach pustyni, po małych wioseczkach, wokół których uprawiano marihuanę.

Pustynia SonoraMieszkańcy z reguły informowali nas o tym, gdzie rośnie i żeby tam niepotrzebnie się nie poruszać, bo to może rozzłościć strażników karteli. Raz nawet przytrafiła nam się swoista kontrola drogowa przeprowadzona przez uzbrojoną bandę. Co prawda wszystko odbyło się spokojnie i z kulturą, pytania w stylu: gdzie jedziecie, co tu robicie, dlaczego wciąż kręcicie się po tym terenie” ? Gdy dowiedzieli się, że pomagamy wznosić fermę trzody w okolicy, odpuścili i odjechali.

Mariscos w meksyku

Meksyk północny Jestem pewny, że inwestor budujący tyle obiektów na niebezpiecznym terenie musiał najpierw dogadać się z mafiosami. A wśród wąskich dróg po których hulał tylko wiatr i przenosił chmary piasku z miejsca na miejsce, ustawione były małe i lotne posterunki policji, żeby gonić przestępców w razie wezwania. Policjanci często siedzieli sobie w słońcu na krzesełkach i pijąc kawkę przyglądali się przejeżdżającym samochodom.

Policja walczy z narkotykami w MeksykuCzy Meksyk jest bezpiecznyEl Faro ginie w trójkącie bermudzkim

Wielki kontenerowiec pływający pod amerykańską banderą o nazwie El Faro zatonął wraz z całym ładunkiem i 33-osobową załogą w rejsie z Jacksonville na Florydzie do San Juan w Portoryko, niedaleko wysp Bahama. Wśród tych, którzy oddali życie na oceanie było 5 Polaków. Kontenerowiec został pochłonięty przez huragan Joaqiun, który atakował jednostkę 15 metrowymi falami przetaczającymi się przez pokład, które podtapiały statek i wyrywały z pokładu kontenery jak klocki lego. Wiatr wiał z prędkością ponad 240 km/h i kołysał statkiem jak korkiem na wodzie. Tyle, że korek jest niezatapialny, a El Faro był. Głównym winowajcą był kapitan statku Michael Davidson, który bazował na złych prognozach pogody (spóźnionych o kilka godzin) i uparł się, że to on ma tylko rację. Obrał więc kurs, który jego zdaniem miał pomóc w opłynięciu huraganu dookoła, a w rzeczywistości skierował jednostkę w sam środek rozszalałego żywiołu.

Kontenerowiec El FaroPomimo próśb swoich oficerów, którzy donosili mu o diametralnie pogarszającej się pogodzie i sytuacji, że płyną tak naprawdę w oko cyklonu, nie zmieniał kursu i nie chciał o tym słyszeć. Tak to jest, gdy ktoś uzna się za nieomylnego managera i pogrąży wszystkich, bo był samolubnym dupkiem. Iluż takich jest w naszych firmach, gdzie pracujemy ? Tyle, że możemy odejść z firmy, a marynarze już nie mogli. Wyobraźcie sobie sytuację w której widzicie jak powoli tonie Wasz statek, olbrzymie fale przelewają się przez pokład, tysiące kontenerów wypadają za burtę, z każdym uderzeniem fal statek dogorywa, który płynie z dużym przechyłem na jedną z burt, a dolne pokłady są już zalane wodą. Wokół noc, ciemność i huragan, zero pomocy i nie ma już dla Was ratunku i o tym doskonale wiecie. Zostało Wam 2-3 godziny życia, a potem nikt nigdy nie odnajdzie już Waszych zwłok. Co wtedy zrobicie ? Ja zrobiłbym chyba tak samo jak II oficer Danielle L. Randolph (to był dla niej pierwszy rejs po ukończeniu akademii), która nastawiła ekspres i zrobiła wszystkim gorącej kawy. Po prostu. I jeszcze się na mostku kłócili o to, kto chce kawę z cukrem, a kto ze słodzikiem, tak jakby dieta miała wtedy jakiekolwiek znaczenie ?

Inne opowieści z Meksyku:

Piaszczysta Sonora spalona słońcem

I tak to jest już z tym Meksykiem, morzem i statkami. My póki co spędziliśmy kilka godzin na kutrze Luis II i Pescador i to przycumowanych do nadbrzeża.

Meksykański rybakOwoce morzaMój pierwszy kontakt z narkotykami

Miał miejsce w Hiszpanii, wiele, wiele lat temu i był to raczej kontakt fizyczny, nie byłem ich konsumentem.

Pewnego razu wiozła nas Hiszpanka z Andaluzji, z miejsca gdzie mieszkają świnki iberico. Miała taką samą ciemną skórę jak one, opaloną i oliwkową, tyle, że miała piękne pukle czarnych włosów i nie była łysa jak słynne hiszpańskie świnie. No może na nogach, bo ich skóra była sumiennie wygolona i w czarnych pończochach wyglądała bardzo ponętnie. Podczas podróży podała nam na kolana ciemną czekoladopodobną tabliczkę, w którą gapiliśmy się jak sroka w gnat. Gdyby nawet była to jamon iberico i tak byśmy o tym nie wiedzieli, chłopcy z komunizmu nie mieli prawa znać takich frykasów. Posmakowawszy jej kilka razy wyrzuciliśmy ją potem ukradkiem przez okno, bo smakowała nieciekawie i miała gorzki smak. „Ach, niech ma dziewczyna radochę, że nam smakowało” – tak sobie wówczas myśleliśmy i chcieliśmy być po prostu mili za okazaną nam pomoc. Po kilkunastu kilometrach Hiszpanka zażądała zwrotu tego specyfiku, bo okazał się on być opium w najczystszej postaci, chciała tylko żebyśmy trochę się sztachnęli, ale nie żeby zużyć całą dostępną ilość ! Gdy okazało się, że nie mamy już narkotyku, gwałtownie zahamowała, z furią wyrzuciła nas z auta i odjechała z naszymi bagażami. Ponieważ były w nich same puszki z mielonką i szprotkami oraz paczki z mlekiem w proszku, szybko i je wyrzuciła na pobocze drogi. No cóż…przyzwyczajona do smaku jamon iberico nie będzie takiego badziewia brać do ust.

O innych hiszpańskich przygodach przeczytasz tutaj:

Hiszpański łącznik cz.1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *