Jak uratować oceany ?
Zawsze pisałem, że uwielbiam oceany, morską wodę, bardziej niż góry i właśnie dzisiaj chciałbym zająć się ty zagadnieniem. Jak uratować oceany ? Szybko musimy znaleźć na to odpowiedź, bo jeśli do 2050 r faktycznie zginie w nich wszelkie życie i staną się martwą strefą to jako ludzkość jesteśmy zgubieni. Inspiracją to popełnienia tego tekstu jest film “Seaspiracy“, który jasno i dobitnie pokazuje co człowiek robi oceanom i wszystkim żywym istotom w nich żyjącym. To istna rzeźnia, rzeźnia Ocean !
Co to są oceany ?
Oceany to część ziemskiej hydrosfery, mówiąc po ludzku to suma wszystkich wód morskich, słonych, zajmują aż 71% powierzchni kuli ziemskiej. Jasne więc jest chyba, że jeśli dla naszej chciwości zniszczymy 2/3 ziemi, to nie damy rady przetrwać. Wyróżniamy 5 oceanów , które oddzielone są od siebie kontynentami i podwodnymi grzbietami górskimi. Największym, najgłębszym i najstarszym oceanem jest Spokojny zwany Pacyfikiem. Nazwę nadał słynny żeglarz Ferdynand Magellan, który żeglował po akwenie tak długo, a nigdy nie spotkał się ze złą pogodą. Dzisiaj na Pacyfiku szaleją burze, sztormy i huragany, więc Magellan mógłby się bardzo zdziwić. Poza tym mamy Atlantyk – między Amerykami, a Europą, Indyjski – obmywający Azję i Australię, ocean Południowy zwany Antarktycznym – na południu kuli ziemskiej i na jej północy jest ocean Arktyczny. W oceanach żyje wiele tysięcy gatunków morskich organizmów, przynajmniej w teorii, bo do 2012 r 50 % tych gatunków już wyginęła. Wciąż jednak w oceanach żyje wiele miliardów stworzeń, które po prostu w nim pływają i się ruszają, tym samym pomagają w mieszaniu się nagrzanej – ciepłej wody z jej zimnymi warstwami na dole. Dzięki planktonowi, algom, koralowcom oceany są największym płucem ziemi, to ono produkuje najwięcej tlenu na ziemi (dzięki fotosyntezie jaka zachodzi w tych organizmach) i pochłania ponad 90% dwutlenku węgla, dzięki czemu nie przedostaje się on do atmosfery i nie wpływa negatywnie na ocieplanie się klimatu. Już tylko te dane świadczą o tym, że oceany powinny stać się naszym priorytetem.
Daliśmy się wpuścić w ślepy zaułek, a rzeź dalej trwa
Po obejrzeniu filmu “SEASPIRACY”, który można zobaczyć na platformie Netflix (ale najpierw walnijcie sobie setkę wódki lub dwie dla kurażu), można dojść do wniosku, że zajmujemy się i podniecamy nie tym co trzeba, a prawdziwą katastrofą i rzeźnią morskich gatunków nikt się nie przejmuje. Film traktuje o tym, co się ODPIERDALA na oceanach, a czego nie widzimy, o czym w ogóle nie mamy pojęcia i nikt w tej sprawie nie protestuje. Tak zwane organizacje ekologiczne nic nie robią, bo same biorą kasę od tych, co dopuszczają się oceanicznych zbrodni. Tak bardzo chcemy walczyć teraz z ropą naftową i skażeniami ropą morskich akwenów (tymczasem one odżywają po katastrofie, bo przez jakiś czas zawieszone jest rybołówstwo na skażonym terenie i ryby się odradzają), jesteśmy przeciwko wydobywaniu i spalaniu węgla, przeciwko paliwom kopalnym w ogóle, walczymy ze śmieciami i plastikiem, który dostaje się do oceanów w ogromnej ilości (1 ciężarówka plastiku wpada do oceanów co minutę), i to wszystko są dobre działania i potrzebne, to jest ok.
Ale to za mało, to NIE WYSTARCZY ! Bez powstrzymania rzezi na oceanach i tak polegniemy ! Czy wiesz, że te słynne plastikowe słomki, które są teraz tak modne w mediach, stanowią tylko 0,03% zanieczyszczeń w oceanie ? Oczywiście trzeba plastik zwalczać, trzeba powstrzymać deforestację globu i ograniczyć wydobycie węgla itp…tak, trzeba to wszystko zrobić !
Ale najpierw powinniśmy zająć się priorytetem czyli okiełznać masowe, przemysłowe i toksyczne rybołówstwo, które szlachtuje na oceanach wszystko co się rusza !!! 50% pozostałości śmieci w oceanach to są właśnie rybackie sieci, liny itp., można nimi opleść całą kulę ziemską ponad 500 razy, w pozostawione sieci wpadają zwierzęta i giną w męczarniach. Co tam jakaś pieprzona słomka do napoju, owszem zabije może tysiąc istnień rocznie, ale rabunkowe rybołówstwo zabija kilkaset tysięcy na GODZINĘ ! Nikt nie wie co tam się dzieje na dalekim oceanie, nie ma żadnej kontroli, na oceanach operuje 4,6 mln kutrów, a to są dzisiaj wydajne maszyny do zabijania. Nie mówię o tradycyjnym rybołówstwie, gdzie lokalna społeczność od setek lat żyjąca na morzem, łowi ryby i z nich korzysta, bo są źródłem białka i w ogóle podstawowego pożywienia. Oni nigdy nie zniszczą oceanu, nie działają na taką skalę i są zainteresowani, aby ryby – podstawa ich menu – przetrwały jak długo się da. Ale to właśnie ich niszczy przemysłowe rybołówstwo, bo na ich terenie wyławiają ogromne ilości ryb, ponad limit i odpływają, a miejscowi rybacy pozostają z niczym. I pojawia się głód, który pcha miejscowych do piractwa na oceanicznych wodach. Nie mają już nic do stracenia.
Rabunkowa i mafijna gospodarka oceaniczna
Tak dużo podniecamy się teraz wegetarianizmem i zabijaniem zwierząt domowych. Ale gdy zabijamy świnię w rzeźni, to po pierwsze sami ją najpierw hodujemy, a potem zabijamy tylko ją. A co byście powiedzieli na to, gdybyśmy przy uboju tej świni zabili od razu 2 psy, 3 koty, 1 dzika, 2 sarny i niedźwiedzia ? Ale by wszyscy darli gęby ! Tymczasem w oceanach tak się właśnie dzieje, niczego w nich nie hodujemy (no może łososie w Szkocji, Norwegii – dla naiwnych konsumentów, w brudzie i chorobach, a barwę nadaje się łososiom sztucznie, żeby były różowe (w naturze są szare). Zatem nic oceanom nie dajemy, tylko bierzemy z nich tonami. Daliśmy się wpuścić w maliny, żeby nie jeść mięsa. Tymczasem NIE JEDZCIE RYB !!! Żeby złowić daną rybę, przy okazji do sieci wpadają rekiny, delfiny, foki, żółwie, wszystko co żyje i 30-40% połowu, to są inne gatunki, które martwe wyrzuca się potem do wody. Poluje się na gatunki zagrożone wyginięciem, ok. 40% łowisk jest przełowionych, 30% rybołówstwa to mafie, te same co handlują narkotykami. Nocą wpływają do strefy morskiej innych państw i kradną z nich ryby. Np Japończycy opanowali połów tuńczyków, jeśli zrobisz im zdjęcie – mafii tuńczykowej, możesz być zastrzelonym jak śmieć, na kutrach kwitnie niewolnictwo, ludzi zmusza się do pracy, a potem kula w łeb i za burtę. Czy wiesz, że na oceanach ginie 24.000 rybaków – więcej niż żołnierzy w Iraku i Afganistanie ? Najśmieszniejsze jest to, że puszki z tuńczykami certyfikuje się specjalnym (płatnym dla ich producentów) logo, że przy połowie nie zginął ani jeden delfin. A giną ich setki, bo nikt nie jest w stanie tego zweryfikować. A my kupujemy te puszki i cieszymy się, że mamy produkt ze zrównoważonego połowu. A nie ma czegoś takiego, istnieje tylko w teorii. Takie puste pojęcia, certyfikaty i loga wymyślono specjalnie dla nas, żeby nas uśpić. Musimy ograniczyć rybołówstwo na skalę przemysłową, nie dać im zarobić.
Nie jedząc ryb niczego nie stracimy, bo wcale nie są takie zdrowe, o czym bzdurzą dietetycy. Słynne omega 3 pochodzi w rybach z alg, ale one właśnie giną, więc omega 3 nie przedostaje się już do ryb. W rybach jest tylko rtęć i metale ciężkie, więc dieta z nich złożona jest rakotwórcza. Ryby są już jak krwawe diamenty – to krwawe ryby ! Czy wiesz , że Japończycy zaganiają całe ławice delfinów do małej zatoki, a potem szlachtują wszystkie ? Bo one zjadają im tuńczyki, więc mafia traci kasę. Czasem jakiś delfin ocaleje i sprzeda się za 100.000 dolarów do jakiegoś tematycznego parku wodnego, a gawiedź będzie się na niego gapić i będzie go macać.
Na koniec przeczytaj sobie tutaj o raporcie ONZ:
Bredzą w nim o 20 celach jakie miały być spełnione, żeby ochronić morską bioróżnorodność, przez prawie 200 państw, które podpisały porozumienie. Tymczasem ledwo 6 celów zostało spełnionych i to lokalnie, nie na skalę światową, ale wszyscy są zadowoleni z siebie, bo 37% państw idzie w dobrym kierunku. Pieprzą jak polscy piłkarze: “dobrze idzie, staramy się i do przodu“. Tymczasem przymykają oko na masowe zabójstwo morskich organizmów, bo po prostu wszyscy mamy to w dupie. Mówi się o zrównoważonym połowie, ale to fikcja, istnieje tylko na papierze, nikt tego nie przestrzega, ani nie ma komu tego kontrolować.
Byłem na 4 oceanach, sam jadłem ryby i byłem w parku wodnym w Sea World na Florydzie i w Meksyku, więc sam to wszystko robiłem. Mogę nawet zrozumieć fakt, że takie parki są jednak potrzebne, a ryby też jeść trzeba, ale musimy wreszcie coś z tym zrobić. Wymuśmy na tych pieprzonych rządach i organizacjach ekologicznych, które chronią głównie swój portfel, żeby wreszcie ruszyły dupę i coś zrobiły. Na początek niech zwalczą oceaniczną mafię, wprowadzą limity połowów i je kontrolują, niech obejmą znacznie większy obszar oceanów prawdziwą ochroną (zakaz łowienia ryb, zakaz wydobycia ropy itp), żeby gatunki się odrodziły. Za chwilę naprawdę będzie za późno !
Chciałbym oglądać jeszcze takie rafy jak Ningaloo na żywo: