Cinkciarz w Nowym Jorku

Nowy Jork w USA. Podróż Amtrakiem.

Nowy Jork w USA. Mieszkałem wtedy na wschodnim wybrzeżu Stanów, kilkanaście godzin jazdy samochodem od naszego celu. A była nim znana wszystkim aglomeracja: Nowy Jork w USA. Nie chciało nam tłuc się autem na łysych oponach tyle godzin, więc wymyśliłem, że pojedziemy pociągiem z Fayetteville do Nowego Jorku. Pociąg miał przyjechać z Florydy o jedenastej wieczorem i być w Nowym Jorku o dziesiątej rano dnia następnego. Super – pomyślałem – mamy nocleg w pociągu gratis i cały dzień na zwiedzanie miasta. Niestety nie przewidzieliśmy tego, że Amtrak okaże się gorszy niż nasze PKP w Polsce, które spóźnia się po kilka godzin, ale zimą, jednak nie w środku lata !

Nowy Jork w USA.  Kolej AmtrakByło tak gorąco, że kilka razy wygięły się tory i amerykańska kolej spóźniła się 9 godzin. Do pociągu wsiadaliśmy więc o świcie, a w Jorku byliśmy o dziewiątej wieczorem. Na dodatek, po drodze zepsuła się jeszcze lokomotywa w Waszyngtonie i naprawiali ją przez 45minut. Jedyny pozytyw działania amerykańskiej kolei to taki, że w wypadku dużego opóźnienia składu, dzwonią do każdego pasażera do domu i informują, żeby nie jechać na stację, bo nie ma po co. Kolej nie cieszy się w Stanach specjalnym powodzeniem, więc raczej na tłok w wagonach nie można narzekać.

Nowy Jork w USA.  Ulice miasta.Katastrofa kolejowa w Pyrlandii.

Po drodze opowiadałem córce jak to pewnego dnia pojechałem na licealną wycieczkę integracyjną do Sierakowa. Byliśmy w I klasie VIII Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu i jechaliśmy starą cztero-wagonową baną ciągniętą przez lokomotywę spalinową. W pewnym momencie pociąg gwałtownie stanął jakby zderzył się z betonową ścianą lub ktoś pociągnął za hamulec bezpieczeństwa i wszyscy tak jak stali nagle legli pokotem na podłogę. Pociągiem zatrzęsło i o mało się nie wykoleił. Okazało się, że na niestrzeżonym przejeździe kolejowym lokomotywa uderzyła w cysternę z paliwem. Zginął maszynista i kierowca ciężarówki, a po minucie, dwóch, gdy opary benzyny zetknęły się z rozgrzanymi kołami pociągu, wybuchł ogień, który w mgnieniu oka opanował cały pociąg wraz z nami w środku. Wyskakiwaliśmy przez okna pociągu często pozostawiając bagaże w nieokiełznanych płomieniach. Na szczęście staliśmy w środku olbrzymiego pola z redlinami ziemniaków, więc po skoku mieliśmy miękkie lądowanie. Mimo tego, ten i ów złamał sobie kość przedramienia lub zwichnął staw barkowy, bo skakaliśmy szczupakiem nie namyślając się za długo. Mam nadzieję, że podróż amerykańskim składem dalekobieżnym nie dostarczy takich emocji, zwłaszcza, że okna w nim są tak małe, że nie wyskoczymy. Nasze dupska się nie zmieszczą, a i pól z ziemniakami brak. Ach Pyrlandio, where are you ?

Przybywamy do naszego hoteliku. Małe mieszkanko na Manhattanie.

Nowy Jork w USA.  Okolice giełdy Wall Street.W końcu wieczorem dotarliśmy blaszanym pociągiem Amtraku na dworzec Grand Central w Nowym Jorku. Znaleźliśmy nasz tani hotelik na Manhattanie, jaki wynająłem przez Internet, i była już 22.30. W recepcji jedna kobieta gimnastykowała nas po angielsku dobry kwadrans usiłując nas zarejestrować. Cały czas gadała po angielsku choć słyszała, że mówimy do siebie po polsku. Na koniec odwróciła się i powiedziała do nas czystą polszczyzną: „tu macie klucze, miłego pobytu”. Okazała się być Polką. Myślałem, że ją w tyłek ugryzę, ale się rozmyśliłem, bo mam podobno paradontozę i moje zęby mogłyby zostać w jej jędrnym półdupku. Nie mogła tak od razu po polsku ? Pokoik był typowo burdelowy, fioletowe ściany, niedomykające się drzwi wejściowe, kibelek z łazienką na piętrze, a za małym oknem ogromne schodzące w dół schody ewakuacyjne. Są tam bardzo charakterystyczne i często oplatają elewacje budynków. Jakże dobrze znamy je z filmów. Z zaśnięciem mieliśmy mały problemik, bo cheap pokój nie miał klimatyzacji i szybko pokryliśmy się potem. Dodatkowo musiałem wysłuchiwać utyskiwania Alicji, że łazienka jest taka kiepska i wspólna z innymi mieszkańcami, a nie wiadomo kto do niej chadza ? Uspokoiła się, gdy zagroziłem że noc spędzi na schodach ewakuacyjnych.

Nowy Jork w USA. Nowy Jork na chybił trafił by night i ździebko historii.

Zanim poszliśmy spać, szybko zrzuciliśmy nasze pakunki i zdecydowaliśmy się na nocne zwiedzanie Nowego Jorku, a tak naprawdę tylko Manhattanu na żywioł. Manhattan to jedna z pięciu dzielnic miasta, najmniejsza, ale najbardziej znana i popularna. Miasto Nowy Jork założyli Holendrzy jako placówkę handlową w XVII wieku. Pewnie nieraz siedzieli przy wódeczce i cieszyli się, że oszwabili Indian, żyli swoimi sprawami, że koń okulał, że trzeba jakieś futerka jenotów skołować, a dziś nikt o nich nie pamięta. Są w nicości. Zamiast nich jest ponad 8 milionowe miasto, najbardziej zaludnione w Stanach i jedno z najbogatszych. Pulsuje życiem 24 godziny na dobę o czym właśnie się przekonaliśmy. Nowy Jork leży nad dwoma rzekami: Hudson i East River. Sam Manhattan kupił holenderski gubernator od Indian za garść świecidełek o wartości 24 dolarów i zaczął tworzyć tutaj Nowy Amsterdam. Szybko jednak teren przejęli Anglicy, a potem odbili Amerykanie w wojnie o niepodległość. Tutaj stacjonował pierwszy prezydent Stanów Jerzy Waszyngton, a dopiero potem rozpoczął budowę nowej stolicy w Waszyngtonie.

Nowy Jork w USA. Pomnik Jerzego Waszyngtona.Ale to były jego problemy, a my teraz w nocy powłóczyliśmy się ulicami po których jeżdżą tysiące trąbiących aut ścigających się z przechodniami o przestrzeń życiową. Ogromny odsetek pojazdów to charakterystyczne żółte nowojorskie taksówki. Co ? Oni w dzień śpią, a teraz biegają i jeżdżą ? Gdzie ? Po co ? Zajrzeliśmy na Times Square – dzielnicę handlową, gdzie ilość neonów i reklam świetlnych jest tak ogromna, że olbrzymia łuna bije od nich i rozchodzi się wśród śpiących w mroku drapaczy chmur. O północy wjechaliśmy na najwyższy teraz wieżowiec (w stylu art deco) z ogromną iglicą na dachu – Empire State Building stojący przy piątej alei, na południe od Central Parku.

Nowy Jork w USA. Wejście do Empire State Building. Wjazd windą na górę przywołał nam w pamięci roll-costery z parku Bush Garden i żołądki podchodziły nam pod gardło. Ale widok z góry na Nowy Jork by night był zniewalający. Oświetlone ulice od neonów i świateł samochodów – widocznych z góry jako małe kolorowe kropeczki wielkości główki od szpilki, od palących się świateł w biurach drapaczy chmur wokół (pewnie nocą sprzątają albo mają w tyłku rachunki za prąd) był porywający i gapiliśmy się z otwartą buzią dobre pół godziny. W końcu ze wsi przyjechaliśmy do dużego miasta i mieliśmy prawo rozdziawić gębę.

Nowy Jork w USA. Widok z wieży na Manhattan nocą.Nie pamiętam ile dokładnie pięter miał Empire State Building, ale na pewno blisko 100, ma ponad 440 metrów wysokości. Należy do grona dziesięciu najwyższych wieżowców na świecie, a w Nowym Jorku jest zdecydowanie najwyższy. Swoją sterczącą długą iglicą strzela wysoko w górę, jakby chciał podrapać niebo po tyłku. W całych Stanach wyższy jest tylko pewien wieżowiec w Chicago. Nie reklamuję go, bo nie byliśmy. Empire State Building dla NY to jak Pałac Kultury i Nauki dla Warszawy, ulubione miejsce na oświadczyny. Ale córce nie będę się przecież oświadczał, więc pociągnąłem ją za szmaty i zjechaliśmy windą w dół. Około 3 nad ranem wróciliśmy do naszego hoteliku, żeby pospać.

The day after. Jedną nogą w Central Parku.

Nowy Jork w USA. Wejście do Central Parku.Nazajutrz wyszliśmy z hotelu i wróciliśmy na dworzec kolejowy, żeby tam zostawić nasze bagaże w dworcowej przechowalni. Niestety nie wzięli mi jednej dużej siatki foliowej, bo takich niezamkniętych nie biorą i musiałem chodzić z nią cały dzień. Wewnątrz była lalka Chou Chou czy jakoś tak. Kupiliśmy ją wcześniej w Wilmington dla drugiej młodszej córki czekającej na nas w Polsce. Uwolnieni od większości bagaży poszliśmy do Central Parku i tylko go liznęliśmy jak lody przez szybkę. A Central Park jest ogromny, ma ponad 340 ha, od południa ogranicza go 59 ulica, a na północ od parku zaczyna się Harlem. Na terenie parku zlokalizowane są muzea, słynne Metropolitan – muzeum sztuk pięknych i potem Muzeum Historii Naturalnej. Są małe jeziorka, pagórki, aleje spacerowe, place zabaw. Można sobie posiedzieć wśród drzew, bo park jest nimi bardzo obficie pokryty i popatrzeć na drapacze chmur wokół. Kiedyś na tym biednym terenie mieszkali zbiegli niewolnicy z południa, a potem wybudowano tutaj park w stylu angielskim aktywizujący i integrujący mieszkańców Nowego Jorku.

Nowy Jork w USA. Na granicy parku z miastem.

Nowy Jork w USA. Obrzeża Central Parku.Drapacze chmur rosną stadami.

Potem metrem podjechaliśmy do downtown, na południe Manhattanu w pobliże mostu Brooklyńskiego. Gdy wyszliśmy z metra z podziemia na chwilę zaparło nam dech w piersiach. Super wrażenie, gdy nagle wychodzi się z ciemności i trafia w samo centrum świata drapaczy chmur. Pną się wysoko w górę ku słońcu i trwają ścieśnione jeden przy drugim rzucając wszechwładne cienie na malutkie do nich ulice. Robią zupełnie inne wrażenie niż nocą, kiedy są jakby mniejsze i skromniejsze. Kręciliśmy się tam i z powrotem, po drodze mijając budynki giełdy przy Wall Street z olbrzymią amerykańską flagą na elewacji. Przy moście Brooklińskim – jednym z najstarszych w Stanach – popatrzeliśmy na sąsiedni most Manhattan Bridge i na Brooklyn po drugiej stronie.

Nowy Jork w USA. Most Brookliński.Przed mostem Brooklińskim leży China Town z licznymi kolorowymi sklepikami i tylko rzuciliśmy okiem na jedną, dwie uliczki. Byliśmy też na miejscu gdzie kiedyś stały dwie bliźniacze wieże World Trade Center. Teraz dziergają tam coś nowego i większego (w 2015 r okazało się, że na zgliszczach WTC powstała jeszcze wyższa wieża- Freedom Tower). Póki co byli w fundamentach. Patrząc na te wszystkie drapacze chmur strzelające w niebo jeden przy drugim i zasłaniające słońce pomyśleliśmy jak tu musiało być, gdy te wieże się waliły 11 września 2001, a kurz, pył i gruz wypełniły wszystkie wąskie szczeliny między wieżowcami wokół. Kicha musiała być. Pozostał po tym wszystkim duży napis: „We will never forget”.

Nowy Jork w USA. Zburzone WTC.

Nowy Jork w USA. W okolicach WTC.Prosta struktura miasta. Stary Nowy Jork.

Wzdłuż Manhattanu biegnie kilka równoległych alei: ponumerowane od 1 do 12 ,a pomiędzy nimi Park Ave, rozrywkowe Brodway Ave. i inne. Prostopadle do nich biegną miliony uliczek w poziomie, tak że wszystkie skrzyżowania są pod kątem prostym. Siatka prostych alei, ulic, uliczek, zakamarków. Wokół dziesiątki drapaczy chmur. One robią wrażenie właśnie dlatego, że są ich całe stada, występują chmarami, a nie tylko dwa-trzy. Budowane były od lat 30-tych, więc nie grzeszą młodością i widać, że to kupa betonu. Niby Nowy Jork, ale jakiś taki stary. Ale przybywa nowych, smukłych i nowoczesnych wieżowców ze szkła i tworzyw sztucznych. Zaobserwowaliśmy, że wieżowce prawie nachodzą na siebie warstwami jak cebula.

Nowy Jork w USA. Wieżowce na Manhattanie.Tak jakby jeden wyrastał za plecami drugiego. Najpierw jest mały, potem większy, potem jeszcze wyższy i wreszcie najwyższy. Wspominam o wieżowcach kilkakrotnie, bo też takie było nasze ówczesne wrażenie. Fascynacja architekturą Manhattanu pojawiała się i znikała i znów powracała w regularnych cyklach. I tak się włóczyliśmy wśród tych budowli chłonąc atmosferę miasta.

Cinkciarz na ulicach Nowego Jorku.

Nowy Jork w USA. Ja z siatką z lalą w downtown.Zajrzeliśmy jeszcze na Times Square na skrzyżowaniu Broodway i 7 alei i utonęliśmy w tłumie. Jak tubylcy przechodzili na światłach przez pasy to prawie nas stratowali. A ja przecież dzierżyłem w ręku tę szeleszczącą plastikową siatę z lalą ! Tłum mi ją wciąż potrącał, zahaczał się o nią, potykał, gdzieś mi się wkręcała, zaczepiała, myślałem że dostanę szału. A nie miałem wówczas już czystych ubrań i paradowałem po prostu w zielonej podkoszulce…z tą siatką…wyglądałem jak cinkciarz na bazarze. Tak jakbym handlował podrabianymi zabawkami w napotkanych bramach. Dopiero pod mostem Brooklyńskim kupiłem trzy koszulki z krótkim rękawkiem od afro-amerykanów. Miałem na zmianę do samolotu.

Jak Ci się podoba w Nowym Jorku ? – zapytałem w końcu córkę i zadowolony, że udało nam się spędzić tutaj choć kilkanaście godzin

Eeee…hałas, brudno i śmierdzi – odpowiedziała krzywiąc się – już wolę Elizabethtown.

Myślałem, że ją kopnę w tyłek albo rzucę tą siatką z lalką w łeb.

I tak ojciec się stara i taką ma za to zapłatę.

Nowy Jork w USA. Times Square.Czas gnać na JFK airport, a Statua Wolności pozostaje w tyle.

Nadszedł czas powrotu i udaliśmy się na dworzec Grand Central po bagaże i stamtąd metrem przez Penn Station sunęliśmy nowojorskimi tunelami na południe miasta do dzielnicy Queens, na międzynarodowe lotnisko JFK. Jechaliśmy jakieś 50 minut, dość długo. Nowy Jork ma dwa inne lotniska położone bliżej Manhattanu: Newark i La Guardię, ale większość ruchu międzynarodowego obsługuje JFK. Statuę Wolności sobie odpuściliśmy, bo potrzebowalibyśmy dodatkowego dnia, żeby do niej dopłynąć stateczkiem. Ale Amtrak nam to uniemożliwił odbierając nam – poprzez swoje spóźnienie – jeden dzień zwiedzania. Jednak nie zaszkodzi wspomnieć, że Statua stoi na Wyspie Wolności zlokalizowanej u wejścia rzeki Hudson do miasta. Ogromny posąg jest darem Francji w stulecie podpisania deklaracji niepodległości i symbolem upamiętniającym sojusz amerykańsko-francuski w wojnie o niepodległość z Anglią. Sojusz ten objawił się właśnie na polach Yorktown w Wirginii, gdzie wspólnie oćwiczyli brytyjską armię. Jednym z twórców posągu był Gustaw Eiffel. Najpierw u siebie, w Paryżu, postawił górę żelastwa, a potem uszczęśliwiał innych podobnymi konstrukcjami. Dobrze, że się nie znaliśmy, bo nie wiadomo co wysmyczyłby w moim ogrodzie ? Mógłbym się zdziwić wracając pewnego dnia po piwku do domu. A statua w Nowym Jorku w pełni nazywa się: „Wolność opromieniająca świat” i wpisana jest na światowe dziedzictwo Unesco. Phi ! Wiadomo…w Nowym Jorku jest przecież siedziba ONZ na wschodnim Manhattanie nad brzegiem rzeki East, więc się sami obdzielają tytułami. Dla mnie ten posąg to po prostu kobieta z pochodnią. Idzie i oświetla mroki dla zaciemniałego społeczeństwa ? Różnie można to interpretować.

Nowy Jork w USA. Times Square żyje non stop.Ostatnie chwile na amerykańskiej ziemi.

Nowy Jork w USA. Reklamy na Times Square.Na lotnisku założyłem czystą koszulkę zakupioną na ulicy i zjedliśmy ostatniego fast fooda, a potem ruszyliśmy do odprawy. Samolot Lufthansy wystartował z godzinnym opóźnieniem, bo staliśmy na huczących silnikach w kolejce do startu. Byliśmy na 22 pozycji jak wyliczyłem z miejsca przy oknie. W pewnym momencie wśród tych wszystkich wielkich maszyn znalazła się jakaś malutka awionetka. Gdy przyszła jej kolej do startu z animuszem podjechała na początek pasa i rozhulała swoje silniki. Już, już witała się z gąską, a tu….w dupie. Wyglądało to tak, jakby ktoś z wieży zauważył nagle tego niechcianego maluszka wśród tych gigantów i krzyknął do niego przez radio: „Ty Mały, spierdalaj stamtąd i nie blokuj pasa”. Samolocik natychmiast zjechał na bok, a przecież biedak się tyle naczekał. Zza jego pleców wyskoczyły olbrzymie Boeingi, które tylko na to czekały i z hukiem wzniosły się w powietrze jeden po drugim, przestrzegając minimalnej separacji. Duży może więcej. Zawsze i wszędzie. Startowaliśmy po 21, więc zapamiętałem na zawsze wspaniały widok z lotu ptaka Manhattanu na tle zachodzącego słońca. Jak będę odwalał kitę, to sobie o tym przypomnę. Wspaniały był również widok z okna samolotu na morze, a raczej ocean świateł kolejnych dzielnic i przedmieścia Nowego Jorku szykującego się do kolejnej ruchliwej nocy.

Polaczki w stolicy czyli Washington D.C.

Nowy Jork w USA. Ulice metropolii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *