Australijski Gaweł – Sydney czyli miasta Australii cz. 2

Sydney 2000 i 2019. Podróż do Sydney. Nowa Południowa Walia.

Podróż do Sydney.W 2000 r miasto gościło słynną olimpiadę, nazwaną po fakcie friendly, a w 2019 po prostu nas. Ponieważ należymy też do osób przyjacielskich, więc swój na swego trafił. Podróż do Sydney w skrócie wyglądała tak: samolotem z Melbourne do Canberry, a po kilku szalonych dniach w stolicy Australii, autobusem do Sydney (kurs trwa ok. 3-4 godziny). Wizytę w mieście rozpoczęliśmy od razu na plaży Bondi beach – najlepszej miejskiej plaży na świecie w kształcie półksiężyca. Fakt, piasek jest drobny i ładny, woda przyjemna, ale plaża jak plaża, tyle, że ceniona przez surferów. Będąc w wodzie od razu pomyślałem o rekinach, bo zdarza się, że na australijskich wybrzeżach dochodzi do ich ataków. I wcale nie trzeba wchodzić do wody na większą głębokość, wystarczy wejść do wody, która jest na poziomie kolan. Rekiny potrafią operować na płyciznach. Najgorsze są: rekin biały, żarłacz tygrysi i żarłacz tępogłowy. Ale rozejrzałem się wokół i widziałem setki innych kąpiących się ciał w tym wiele dzieci. „Eee…to rekiny już mają wspaniałą przekąskę, spoko” – pomyślałem i dałem nura w fale.

Podróż do Sydney. Plaża Bondi beach.Zresztą to nie rekiny są największym zagrożeniem dla kąpiących się, ale Rip-y czyli gwałtowne prądy porywające śmiałków w głąb oceanu. Na miejsce pojechaliśmy Uberem, a kierowca zdziwił się, że w Sydney wylądowaliśmy dopiero 15 minut wcześniej, a już z ręcznikami waliliśmy na plażę. Spokojnie, na centrum też przyjdzie czas.

I przyszedł w dniu następnym. W Sydney czuć jakby inny klimat, miasto jawi się jako bardziej przestronne, przewietrzone, nie jest zduszone przez napierające zewsząd wieżowce jak w Melbourne. Poza tym w Melbourne trwała ciągła budowa, modernizacja ulic, budowa nowych drapaczy chmur, a więc było bardziej przemysłowo. Melbourne miało jakby kij w tyłku, usztywnione jakieś było, a Sydney na luzie, uwielbia hulanki i swawole – prawdziwy australijski Gaweł.

Atrakcje w Sydney. Jak oni to robią ?

Najważniejszą częścią miasta jest dzielnica The Rocks i Circular Quay. To historyczna kolebka Australii, bo to tutaj właśnie dotarła do brzegu Pierwsza Flota z Wielkiej Brytanii (w 1788 r).

Podróż do Sydney. Ulice miasta.To tam znajduje się słynny basen portowy Sydney Cove, gdzie odbywają się regaty, most kolejowy The Bridge i słynny budynek opery. To tutaj bawi się naród podczas świąt i w Sylwestra. Wszystko jest w zasięgu ręki, w jednym miejscu. Można sobie z rękami w kieszeniach spacerować od jednego do drugiego, od mostu do opery i z powrotem. A jak się nie chce chodzić, to wykupić sobie bilet na jakikolwiek rejs stateczkiem po porcie i zatoce i ma się operę i most jak na dłoni. Równa tafla wody mieni się kolorami odbijających się od niej promieni słońca, a także kolorowymi refleksami z eleganckich elewacji wieżowców stojących nad zatoką.

Podróż do Sydney. Wieżowce nad zatoką.Dzielnica jest bardzo cool i spoko, a kiedyś były tu podarte i śmierdzące namioty, slumsy i szczury, a na ulicach grasowały gangi. Jak z takiego zapyziałego i cuchnącego miejsca jakim Sydney było kilkadziesiąt lat temu zrobiono jedno z najpiękniejszych miast na świecie ? I zrobili to Australijczycy, żyjący na kontynencie zapomnianym przez Boga i ludzi ? Ano cicha woda brzegi rwie ! Za operą rozciągają się zielone tereny ogrodu botanicznego, gdzie wśród roślinności buszują papugi rozelle i lorysy i można poleżeć sobie na miękkiej i jędrnej trawce, zamknąć oczy i pomyśleć…o naszym komorniku, o naszym szefie, jak ten burak jest daleko od nas, o rachunkach niezapłaconych w Polsce….kogo to tam wtedy obchodzi ?

Podróż do Sydney. Ogród botaniczny w Sydney.

Podróż do Sydney. Ogród botaniczny.Mocną stroną Sydney są znów liczne muzea i galerie, można w nich buszować ze 2-3 dni, a także ciekawa architektura, bo nowoczesne budynki sąsiadują z tymi z epoki kolonializmu. Do nowoczesnych należy Sydney Tower – wytrzymała na trzęsienia ziemi i wiatr wieża widokowa o wysokości ponad 300 metrów, a na łbie ma jeszcze iglicę o długości 30 metrów. Okna wieży są zabezpieczone przed wypadnięciem i złocone od zewnątrz, przez co góra wieży lśni w słońcu jak wielki samorodek złota. Na górze mieszczą się liczne kawiarnie i restauracje oraz platforma widokowa. Tutaj napatrzysz się z góry na miasto leżące u Twoich stóp.

Podróż do Sydney. Widok z wieży widokowej.

Podróż do Sydney. Na tarasie widokowym.A gdy będziesz już na dole, można udać się do Taronga Zoo, gdzie utrzymują ponad 2.000 zwierząt, w tym 2-3 koale. Ale koale najlepiej obejrzeć w licznych ośrodkach, które zajmują się tym torbaczem i są rozmieszczone wokół Sydney. Jednym z nich jest Featherdale Sydney Wildlife Park, a leży w drodze do Katoomby – gór Błękitnych, gdzie mieszkańcy Sydney udają się często na weekend.

Zapraszam do wpisu o Trzech Siostrach w Katoombie:

Trzy siostry w Górach Błękitnych czyli kakadu rządzą w Katoomba.

W Taronga Zoo zostaliśmy opieprzeni, bo uparliśmy się, żeby porozmawiać z dyrektorem Zoo w sprawie projektu „Koala dla Polski”, tak z marszu.

Podróż do Sydney. Park z koalami.Przyszła jakaś pani asystent i oznajmiła nam, że dyrektorka nie może się z nami zobaczyć, bo pracuje i jest zajęta. A siedziała 3 metry od nas i czytała gazetę ! Że trzeba pismo najpierw wysłać, żeby się zaanonsować, a specjalny team rozpatrzy sprawę. Gdy powiedziałem jej, że pismo wysłaliśmy tydzień wcześniej, ale nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi, odrzekła: „że widocznie team jest zajęty, bo pracuje i jeszcze nie zdążyli odpowiedzieć”. Nie wzruszyła się tym, że przelecieliśmy kilka tysięcy km i że jutro nas tu już nie będzie.

Podróż do Sydney. Koala posila się eukaliptusem.No taka australijska biurokracja.

Sydney i wstydliwa historia Australii.

Miasto powstało przez pomyłkę….a pomylił się słynny żeglarz i odkrywca Australii James Cook. W XVIII wieku swoim stateczkiem „Endeavour” dopłynął do południowo-wschodnich brzegów kontynentu i nazwał ten obszar ni z gruszki ni z pietruszki Nową Południową Walią, ale on nigdy Walii nie widział na oczy. Bill Bryson zapytuje nawet dlaczego tylko południową ? A gdzie reszta Walii ?

Podróż do Sydney.W każdym razie błąd żeglarza polegał na tym, że widział Australię w porze deszczowej, kiedy wszystko bujnie się rozwijało, donosił o trawie, lasach, powstał obraz piknikowego krajobrazu, tak że gdy wiele lat później wypłynęła tam Pierwsza Flota, to miała taki obraz Australii w wyobraźni. W rzeczywistości 11 statków Pierwszej Floty pod wodzą Phillipa dotarło na miejsce w porze suchej, gdzie niczego nie było, nic nie rosło, a wokół był tylko muł. Nie było idylli opisanej przez Cooka, tak jakby wszystko zmyślił i konfabulował. Dlatego Phillip postanowił płynąć wyżej, na północ, w poszukiwaniu jakiegoś miejsca do życia. I tak trafił na miejsce Circular Quay – jądro późniejszego Sydney. Na uczczenie tej daty: 26.01 w Australii obchodzi się święto Australia Day. Tak naprawdę Pierwsza Flota była ekspedycją karną, na około 1000 członków ekspedycji, 700 to byli więźniowie skazani za drobne przestępstwa: kradzież krzaków ogórków, albo książki o Tobago. Tak Wielka Brytania pozbywała się nadmiaru marginesu społecznego ze swej macierzy. I wydali tyle pieniędzy, żeby więźniów wysłać na drugi koniec świata ? Mają rozmach ! Francuzi w owych czasach śmieli się do rozpuku, że Korona wysyła obszarpańców na podbój świata.

Podróż do Sydney. Muzea są za darmo.Jednak współczesna Australia niechętnie mówi o swoich więziennych korzeniach, starają się raczej przemilczeć fakt, że pierwsi Australijczycy to byli więźniowie. Ale okazali się też herosami, którzy na niczym się nie znając (w ekspedycji nie było przyrodników, rolników, rzemieślników itp.), w smrodzie, głodzie i totalnym ubóstwie (ostatnie krowy zbiegły im w góry Błękitne), nie umiejąc polować ani uprawiać ziemi, ginąc od włóczni Aborygenów (czasami) dali radę i zainicjowali początek nowego miasta, a potem państwa, w którym miliony chciałyby teraz mieszkać. To była zajebista „Weekendowa metamorfoza” (ukłon w kierunku programu HGTV), tyle, że weekend trzeba mierzyć tu w setkach lat.

The Bridge czyli Wieszak w mieście.

Podróż do Sydney. The Bridge.To jednoprzęsłowy most żelazny łączący centrum na południu miasta z północnymi dzielnicami mieszkalnymi w Kirribilli. Podobno jest tam pięknie, królują wspaniałe rezydencje z ogrodami z widokiem na taflę zatoki. Trzeba tylko uważać na jadowite pająki i węże. Niestety nie byłem tam, ale kto mi zabroni przyjechać do Sydney jeszcze raz ? Who says I can’t go home ? Pełna nazwa mostu to Sydney Harbour Bridge i powstał w 1932 r jako cudo lokalnej inżynierii, ma 536 metrów długości, a budowało go ponad 1.400 robotników. Miał być najdłuższy tego typu mostem na świecie, ale 2 tygodnie po jego otwarciu, w Nowym Jorku ukończono dłuższy most…o zaledwie 63,5 cm ! To niewiele, ale matematyka jest nieubłagana. Na pewno wśród budowlańców byli jacyś Polacy, w końcu to nasze dobro eksportowe. Gdy kiedyś w Oslo na jakiejś budowie krzyknąłem: „kto tutaj jest z Polski ?”, to pierwszy robotnik od razu odkrzyknął: „Panie, wszyscy ! Pytaj pan kto nie jest, będzie prościej.” Ponieważ był nowoczesny, więc dużo kosztował i dopiero po ponad 50-latach spłacono kredyt zaciągnięty na budowę konstrukcji. Dzisiaj można wspinać się na most wraz z przewodnikiem, ale to trochę kosztuje i zajmuje około 3-4 godziny. Trzeba wziąć pod uwagę ewentualny lęk wysokości i operujące w górze słońce, bo potrafi być gorąco jak w piecu. Ja na takie wysokości nie mogę wchodzić, bo zaraz mam chęć zrzucać różne przedmioty na dół, bo ciekawi mnie, co się stanie ?

Podróż do Sydney. Sydney Harbour Bridge.Już jako dziecko wyrzucałem przez otwarte okno zabawki, a twarzą nie sięgałem jeszcze do parapetu. Po prostu byłem zaintrygowany, że coś wyrzucam w otwartą czeluść i to coś już nie wraca, a na dole słychać jakieś dziwne krzyki. Ojciec musiał mi wstawić w okno siatkę zabezpieczającą, jak na muchy ! W liceum rzucaliśmy ludzi śnieżkami podczas zimy, z balkonu z III piętra bloku, i staraliśmy się trafić ich w szyję lub tył głowy, w chwili, gdy wsiadali do tramwaju (naprzeciwko był przystanek). Dostał taki w czerep, doznał szoku i chciał się na stopniach tramwaju odwrócić, żeby zobaczyć co się stało, a wtedy drzwi zamykały mu się przed nosem. To było super. W Sydney jest gorąco i nie ma śniegu, ale rozumiecie, że lepiej będzie jeśli nie będę wchodzić na most. A nóż znajdę jakąś śrubę ?

Opera w Sydney. O tym jak swój wspiera swego.

Budynek opery jest ikoną Sydney, nie ma chyba osoby na świecie, która jest w miarę rozgarnięta umysłowo i nie kojarzyłaby opery w Sydney.

Podróż do Sydney. Słynna opera Utzona.Budowano ją 14 lat, a jej słynny dach imitujący wielkie muszle jest perełką architektury i na owe czasy była to konstrukcja naprawdę nowatorska. W środku budynku mieści się nie jedna, ale wiele sal koncertowych, estrad scenicznych, to największy ich kompleks na świecie. Opera powstała dlatego, że miastu Melbourne przyznano organizację olimpiady w 1956 r, a wtedy w Sydney nic się nie działo, w mieście było nie więcej niż 800-900 miejsc noclegowych, a knajpy zamykano o 18:00. Wtedy postanowiono w Sydney, że w końcu czegoś dokonają, czegoś spektakularnego i za namową dyrektora orkiestry symfonicznej Goossensa postanowiono wybudować nowoczesną operę na terenie zapyziałej zajezdni tramwajowej. Architekci z całego świata nadsyłali projekty, ale nie wybrano żadnej pracy. Wtedy doradca inwestorów niejaki Saarinen (urodzony w Finlandii) wybrał pracę duńskiego architekta o nazwisku Utzon. To był człowiek nikomu nieznany, nie miał żadnego uznanego dorobku i nigdy później nie stworzył żadnego innego tak wielkiego dzieła. Opera to był strzał jego życia. Nigdy jednak jej nie zobaczył po wybudowaniu na żywo, tak samo jak pomysłodawca Goossens, bo za pornografię wydalono go z Australii do zepsutej Europy, zanim ukończono dzieło.

Podróż do Sydney. Ja i opera.Przez cały boży dzień, kiedy świeciło ostre słońce, nosiłem się z zamiarem wyruszenia na rejs stateczkiem po basenie portowym, żeby z wody zobaczyć most i przede wszystkim operę. Umówiłem się nawet z koleżanką z Polski, która mieszkała wtedy w Sydney na spotkanie wieczorową porą. Mieliśmy razem popłynąć obok budynku opery, co uczyniliśmy, ale akurat wtedy rozpętała się ulewa i burza, która uniemożliwiła nam zrobienie sobie wspólnej fotki na tle opery. Co zrobisz jak nic nie zrobisz. Ale spotkanie wspominam do dzisiaj.

Podróż do Sydney. Nadchodzi burza.

Podróż do Sydney. Widok opery z basenu portowego o zmierzchu.PS. Choć Cooka uznaje się za odkrywcę Australii – w XVIII wieku, to tak naprawdę europejscy żeglarze przybijali do jej zachodnich brzegów znacznie wcześniej, bo w XVII i nawet XVI wieku. Ślady ich bytności można znaleźć tu i ówdzie. Nikt nie wie kto był pierwszy ? Niektórzy żeglarze nawet nie przywiązywali wagi do miejsca, do którego przybyli. Nie brali Australii na poważnie.

A czytałeś o Melbourne – cz. 1 ?

Melbourne i Sydney jak Paweł i Gaweł w jednym stali domu – cz. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *