Samurajka z Ełku czyli Warmia i Mazury

Warmia i Mazury. Tosa Inu.

Warmia i Mazury

No i zapadła decyzja o kupnie kolejnego psa rasy Tosa Inu. Decyzja przemyślana i poparta researchem, żeby znaleźć odpowiednią hodowlę zrównoważonych i wartościowych psów. Nie ma dużo takich hodowli, w Wielkopolsce nie ma żadnej. Za to kraina Warmia i Mazury może pochwalić się taką wieloletnią hodowlą, a nazywa się „Mazurski Samuraj”. Ponieważ nigdy nie mieliśmy do czynienia z tą rzadką rasą czworonogów, która może okazać się trudna w interakcji, dlatego zdecydowaliśmy się na sukę. Zawsze jest o kilkanaście kg lżejsza i mniejsza od samca, a poza tym jako suka lepiej socjalizuje się z rodziną i jest bardziej spolegliwa. A więc mamy Samurajkę z Ełku imieniem Nagoja. Nagoja to trzecie pod względem wielkości miasto w Japonii i leży w południowej części wyspy Honsiu. Ale żeby zobaczyć teraz Nagoję nie trzeba lecieć już do kraju Kwitnącej Wiśni.

Tosa InuCo to jest Tosa Inu ? Inaczej Mastif Japoński ?

To japońska rasa psów wywodząca się z kolejnego japońskiego miasta: Tosa, służyła do walk psów, przy czym zwierzaki nie mogły się gryźć i okaleczać. Psy bojowe umieszczano w kręgu, a potem odbywały w nim swoiste zapasy, przepychanki, wygrał ten kto przygwoździł rywala do ziemi i unieruchomił. Walczyły według swoistego kodeksu, tak samo jak samurajowie. U psów liczyła się więc masa ich ciała i siła mięśni i te cechy pozostały we współczesnej Tosie. Pod luźną skórą, którą można wyciągać jak pomięty koc czuć drzemiącą w ciele siłę i dynamikę. Barwę ma czerwoną (tak się ją określa, choć dla mnie jest orzechowa), ale może być ciemna i z plamami, jednak maść czerwona jest najbardziej rozpowszechniona i poszukiwana. Suka rasy Tosa osiąga od 55 do 65 kg, samce nawet do 80 kg, więc jest duża różnica między płciami. Są bardzo przywiązane do członków rodziny i nasza Tosa chodzi za nami krok w krok jak cielę. Ma czasem nieskoordynowane ruchy wielkich kończyn zakończonych łapami jak szufle i czasem się o nie potyka. Potrafi stanąć znienacka na drodze i trzeba wtedy uważać, żeby się o nią nie przewrócić. Ona nie wie, że jest lub będzie taka duża i nie da się jej po prostu przestawić, tak jak małego psa. Jeśli Tosa ma być agresywna i niebezpieczna, to przede wszystkim wobec dużych psów, bo to jest jej naturalny „wróg”, małych zwierząt nie ruszy, a jeśli jakiś śmiałek nagle wtargnie na działkę, to może bezpardonowo powalić go na ziemię i przydusić do gruntu. Do walki Tosa staje na tylnych nogach i przednimi pazurami rzuca się na przeciwnika, atakuje jak niedźwiedź, dlatego lepiej nie szkolić jej tak, jakby był to pies obronny, ale raczej socjalizować z ludźmi i otoczeniem, a wtedy nie będzie problemów behawioralnych. Tosa odbiera wibracje od swojego pana, jeśli będzie przyjaźnie nastawiony do kogokolwiek, Tosa to zaakceptuje i będzie tak samo przyjazna wobec tej osoby. To nie jest pies terytorialny czyli nie broni swojego właściciela na wyznaczonym terenie, ale chroni go na każdym terenie, wszędzie. Dlatego zamiast stróżem jest raczej ochroniarzem i lepiej jej nie zaczepiać.

Mastif JapońskiJeden posiadacz Tosy opowiedział mi kiedyś swoją przygodę w której pewnego wieczoru zaczepiło go w ciemnej uliczce trzech podchmielonych karków z panienkami i już prawie doszło do mordobicia. Ale zza pleców niedoszłej ofiary wychynęła Tosa i usiadła tuż przed karkami, między nimi, a właścicielem i w ten sposób oddzieliła go od potencjalnych oprawców. Nie szczekała, bo one za dużo nie szczekają, raczej atakują bez zapowiedzi. Póki co jednak wpatrywała się w chłopów swoimi lekko skośnymi oczami i czekała na pretekst. Oczywiście karkom zrzedła trochę mina i zmiękła rura, a właściciel powiedział do nich:

– Dobrze to sobie przemyślcie, bo Tosa walczy na śmierć i życie, a Wy tylko po to, żeby popisać się przed Waszymi panienkami. Jesteście pewni, że tego chcecie ?

Oczywiście poszli po rozum do głowy i nie chcieli.

Przystanek Władysławowo. A na cholerę mi ci wszyscy ludzie ?

Zanim wybrałem się na Warmię i Mazury postanowiłem odwiedzić mojego starego druha Artura, z którym przeżyłem w tak zwanym terenie niejedno i z niejednego pieca razem chleb jedliśmy. Mieszka w Gdyni, ale gdy tam dojechałem to dowiedziałem się, że mam jechać dalej i spotkamy się u Władka. Jakiego Władka do cholery ? – myślałem gorączkowo i stwierdziłem, że pewnie to jest ten jego wesoły kumpel, ale okazało się, że nie. On mówił tak na Władysławowo leżące u stóp półwyspu Helskiego. Artur prowadzi tam sezonową knajpę z pizzą, hamburgerami przy miejskiej plaży, więc pojechałem kolejne 52 km do Władysławowa. Nie było źle, ruch nawet nie był za duży, spotkaliśmy się, popiliśmy i pogadaliśmy, pochodziliśmy po uliczkach Władka, które nocą tętniły życiem i tak do godz. 4:00 nad ranem. Jednak problemy logistyczne zaczęły się rano, gdy wyjeżdżałem i z animuszem wyjechałem w kierunku Trójmiasta.

Warmia i MazuryPo kilkunastu minutach od razu wpadłem w wielki korek samochodów, który ciągnął się przez….50 km, aż do samego Gdańska. Zewsząd wyjeżdżały samochody, całe sznury z każdej możliwej uliczki i drogi, jak krety wyłaziły z każdej cholernej dziury. Potem jakoś mieszały się ze sobą i pełzły jak ślimaki, albo w ogóle stały. Chyba wszyscy wczasowicze postanowili pojechać do Trójmiasta lub do pobliskich „Biedronek” i ubrani w pomiętolone koszulki i stare gacie oraz laczuszki na nogach odpalili swoje stalowe rumaki. Trasę do Gdańska liczącą ok. 50 km pokonałem w 3 godziny i 40 minut !!! Czaicie to ? Na cholerę ludziska jeżdżą nad morze podczas sezonu ? Na plażach tłok i drą gębę, puszczają sobie disco polo na cały regulator z rzężących głośników, o 5:00 rano wstają i lecą na plażę, żeby ustawić swój słynny parawan. Potem włóczą się po 3-4 uliczkach w wielkiej ciżbie wśród takich samych jadłodajni, smażalni ryb, plastikowych zabawek i gadżetów oraz innego badziewia i drogiego. Oczywiście sam kiedyś często jeździłem latem nad morze, ale jakoś to były inne czasy. Teraz to nie dla mnie, Boże chroń przed takimi wakacjami ! Przypomniał mi się taki staruszek, który całe życie mieszkał w zgiełku w Krakowie, a przeprowadził się właśnie nad morze, ale do dziury zabitej dechami, gdzie nikogo nie ma, nawet latem. Gdy zapytałem go czy nie jest mu tak głupio i obco mieszkać tutaj samemu to uśmiechnął się i odpowiedział: „a na cholerę mi ci wszyscy ludzie ? Nawet jak umrę w samotności, to będzie to w dobrym towarzystwie i dla procesu nie będzie mieć znaczenia. Po co mi ten jazgot ?” Dziarski mieszkaniec w ogóle nie jeździ do Rewala czy Kołobrzegu w sezonie, uprawia róże i pije wino. Gdy ma czas, to zajmuje się renowacją mebli. Wiadomo, wesołe jest życie staruszka.

Olsztyn – slow city.

Warmia i MazuryPrzeciwieństwem Władysławowa było miasto Olsztyn. Było sobotnie słoneczne popołudnie, po ulicach nie chodził nikt jeśli nie musiał tego robić. Napotkane osoby, które można było policzyć na palcach jednej dłoni były bardzo miłe i wyluzowane, niczym się nie przejmowały. Pojechaliśmy na stary rynek, gdzie było kapkę więcej ludzi, ale miło spędziliśmy popołudnie i zjedliśmy dobry obiadek w restauracji na zewnątrz. Prawa miejskie Olsztyn zdobył już w XIV wieku, liczy niecałe 200.000 mieszkańców i jest stolicą województwa warmińsko-mazurskiego. Fajne i ciche miasto, doskonałe na to, żeby zrobić sobie tutaj przystanek w podróży.

Olsztyn

Warmia i Mazury. OlsztynOperacja Gietrzwałd.

To miejsce kultu religijnego, a raczej maryjnego. Leży blisko Olsztyna na trasie do Ostródy. W małej wsi liczącej pewnie ze 100 mieszkańców mieści się słynne Sanktuarium Matki Boskiej w Gietrzwałdzie położone przy kościele wybudowanym w stylu gotyckim. Wieś powstała w XIV wieku, ale od XIX wieku miejscowość zaczęli odwiedzać pątnicy.

Warmia i MazuryW czasach obecnych do Gietrzwałdu przybywa ok. 1 milion pielgrzymów i turystów w ciągu roku. Wszystko za sprawą uznanych przez kościół objawień Matki Boskiej, która ukazała się dwóm nastoletnim dziewczynkom: Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulowskiej. Gdy ten fakt wyszedł na jaw i rozpowszechnił się wśród miejscowej ludności, Polacy zaczęli co raz liczniej zjeżdżać się do Gietrzwałdu, co poza krzewieniem się kultu religijnego, pomogło w zachowaniu polskości podczas pruskiego zaboru. Na terenie obiektu są domy mieszkalne dla odwiedzających pielgrzymów, turystów, a więc i my skorzystaliśmy tutaj z noclegu w malutkim pokoiku na najwyższym piętrze, gdzie dach rozgrzany był od słońca jak piec do pizzy.

Sanktuarium w GietrzwałdzieOd razu wspomnę, że nie lubię takich miejsc, często są pompatyczne, sztuczne, naszpikowane złotem i srebrem (jak Licheń), ale Gietrzwałd przypadł mi do gustu i z czystym sumieniem mogę polecić wizytę w Sanktuarium. Jest miła i nienachalna atmosfera, nie ma kiczu wokół i komercji, a całe to religijne miejsce jest świetnie wkomponowane w miejscową przyrodę, w pola, lasy i pasące się wokół stada krów mlecznych.

Warmia i MazuryWarmia i Mazury to region słynący z produkcji mleka, działają tutaj największe i najbardziej znane polskie mleczarnie np. Mlekovita czy Piątnica. Odbyliśmy wspaniały spacer wzdłuż stacji drogi krzyżowej rozsianych po polach i łąkach, trafiliśmy akurat na pieśni i modlitwy miejscowych pań ubranych w stroje ludowe i kultywujących dawne tradycje.

Gietrzwałd

Droga krzyżowa w GietrzwałdzieByło bardzo miło i sielsko, jeśli Boga nie da znaleźć się w budynku kościoła, to na pewno spotkasz go w otaczającej Cię pięknej naturze. Ja zawsze wolę Go tam właśnie szukać aniżeli w dymach, kadzidłach i nabożnych pieśniach.

Docieramy do Ełku i Święta Lipka.

Następnego dnia pojechaliśmy do Ełku, gdzie czekał na nas nasz pies, ale dotarliśmy tam dopiero wczesnym wieczorem. Po drodze zatrzymaliśmy się w kolejnym świętym miejscu czyli w Sanktuarium Maryjnym w Świętej Lipce położonym 70 km od Olsztyna w kierunku północnym i wschodnim, niedaleko Reszla.

Warmia i Mazury

Święta LipkaTym Sanktuarium włada zakon Jezuitów, ale dostali je dopiero w XVI wieku. Tymczasem jako miejsce kultu religijnego i miejsce pielgrzymkowe zaczęło rozwijać się od XIV wieku. Masy ludzi nawiedzały rozłożystą lipę z wiszącą podobizną Matki Boskiej (i od lipy właśnie wzięła się nazwa, choć dzisiaj już nie istnieje) i modliły się przed nią o powodzenie. Ale chyba nie wszyscy pątnicy zostali wysłuchani należycie, bo Świętą Lipkę nawiedził też sam mistrz krzyżacki Albrecht Hohenzollem w 1519 r, a przecież to był gnój. Hm…teraz właściwie sobie uzmysłowiłem, że kiedyś Polska zbrojnie zwalczała zakon maryjny czyli Krzyżaków ! Wtedy potrafili jednak poznać się na tych, którzy wymachują wokół krzyżem, ale siali nienawiść. Obecnie główna bazylika mieni się dość śmiałymi kolorami elewacji, na wzór hiszpański, od których słońce odbija się tworząc brzoskwiniową poświatę. Podziwiać można ołtarz główny z kunsztownym tabernakulum, a także boczne ołtarze, wspaniałe organy, krużganki.

Święta LipkaSanktuarium Maryjne w Świętej LipcePo 2-3 godzinach pobytu pojechaliśmy do miejsca, gdzie zamiast Matki Boskiej rządził sam Szatan w osobie Adolfa Hitlera czyli do jego kwatery głównej w Wilczym Szańcu. Jednak o Wilczym Szańcu ukaże się odrębny post.

Potem zjedliśmy obiad w przydrożnej restauracji i dojechaliśmy do Ełku drogami skąpanymi w słońcu między polami i gniazdami bocianów, gdzie życie toczyło się wolno, bez pośpiechu i z należytą atencją. W Ełku pospacerowaliśmy wzdłuż jeziora i wypiliśmy kilka drinków. Spaliśmy w hotelu „Smętek”, który miał swoje pokoje gościnne na górze, a na dole funkcjonował bar alkoholowy, a więc do 3-4 godziny nad ranem ostatni goście wrzeszczeli swoje credo, między innymi: „jebać PIS”, co bardzo przypadło mi do gustu. Smakowało podwójnie, bo przecież Warmia i Mazury są ostoją PIS-u, czyż nie ?

Warmia i Mazury. Ełk

Smętek w EłkuNo i mamy to ! Nagoja jest nasza.

Kolejnego dnia rano dotarliśmy do „Mazurskiego Samuraja”, żeby odebrać naszego psa, a raczej sukę. Byliśmy tu zresztą już wcześniej, bo nie można tak sobie po prostu przyjechać na sam koniec odchowu i zabrać psa. Trzeba bywać w hodowli już wcześniej, bo proces wyboru szczeniaka jest dłuższy. Potem przyszło nam z Nagoją nocować w jakimś ekskluzywnym hotelu ukrytym na wsi pod Ostrołęką, który obsługiwał wesela, a nazajutrz cięliśmy autostradą przez Warszawę do domu. Po drodze – jeszcze przed stolicą, zatrzymaliśmy się w pięknym i klimatycznym miasteczku o nazwie Tykocin z urokliwym ryneczkiem, na którym stoi pomnik hetmana Czarneckiego.

Tykocin

Warmia i Mazury. TykocinWsławił się on pobiciem wojsk szwedzkich podczas słynnego Potopu, ale niestety nie zadbał o restytucję naszego mienia, wskutek czego ta straszna baba z PIS – niejaka Pawłowicz – wzywała Szwedów do zwrotu polskiego mienia. A zrobiła to tuż przed meczem w piłkę nożną Polska-Szwecja na Euro 2020, Szwedzi się wkurzyli i wygrali 3:2 posyłając nas do domu. Za to Nagoja niczego w hotelu nie zepsuła, nawet nic nie narobiła, nie mieliśmy więc problemów z odszkodowaniem, a w samochodzie leżała spokojnie. Za to „różki” zaczęła pokazywać dopiero później, w domu, ale tak to już jest z psami. Ale trzeba jej przebaczyć, zwłaszcza wtedy, gdy takie bydlę przyjdzie żeby polizać mnie po gardle, gdy siedzę sobie w fotelu. Hm…czy już się przymierza do obiadu w niedalekiej przyszłości ?

Warmia i MazuryWarmia i MazuryTykocinWho knows…

1 Comment

  1. Witam. Będąc w Tykocinie to już dosłownie przysłowiowy rzut beretem do nas, czyli do ojca wyżej opisanej panienki, Nagoi. Można było wpaść na kawę i poznać tatusia. Zapraszamy przy innej okazji. Pozdrawiamy z Walkerem, Singo Dolina Rosy.
    Grzegorz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *