Bułgarski suplement

Wycieczka do Bułgarii

Nie będę pisać tutaj o suplementach diety, dobrych na trawienie, na wątrobę, na stawy, na serce, na seks i na co tylko chcesz. Opowiem o suplemencie, który działa na to wszystko w jednym – o przygodzie w Bułgarii.

Wycieczka do BułgariiWe wpisie o Bułgarii, w którym tuczniki walczyły z turystami za pomocą broni gazowej, wspomniałem, że już kiedyś w tym kraju byłem. Postanowiłem więc powrócić na chwilę do tamtych czasów i wspomnieć podróż do Bułgarii pociągiem w czasach studenckich, ale nie tylko.

Wycieczka do Bułgarii

Pojechaliśmy zatem kuszetką z Poznania do Bułgarii na studencką wyprawę pod namiot. Na trasie, pod granicą polsko-czeską, kuszetkowy od razu, gdy nas ujrzał, stwierdził, że jesteśmy z Poznania. Kolega wyraził swoje pełne uznanie:

– Poznał  pan po naszym akcencie ? Brawo !

– Nie, poznałem po waszych biletach ! – wyprowadził go z błędu pracownik kolei.

Nasz kolejarz okazał się potem wspaniałym i operatywnym handlowcem sprzedającym przez okno pociągu różnego rodzaju produkty naszym braciom z Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (taka Unia Europejska w wydaniu socjalistycznym), gdy pociąg stał na stacji. Apogeum handlu przypadło w Rumunii, gdzie podwładni żyjącego jeszcze wówczas (choć nie za długo, bo potem został rozstrzelany) dyktatora Nicolae Ceausescu kupowali polskie pończochy, lekarstwa, puszki z żywnością i krem Nivea – hit poszukiwany przez wszystkie wschodnie ludy. Stojąc na stacjach, podchodziliśmy do okien i z podziwem gapiliśmy się na ten handlowy proceder.

Językowe kłopoty

Kolega Janusz rozwalił się właśnie wygodnie w otwartym oknie przedziału i obserwował rzeczywistość. Nagle podjechał do nas rumuński parowóz na sąsiednim torze, zrównał się z Januszem, a rumuński maszynista zaczął nagabywać go i zachęcał do rozpoczęcia negocjacji handlowych. Polski student nic nie mówił, nie reagował na zaczepki, ale wreszcie maszynista porzucił swój język i zapytał:

– Do you speak English ?

– Yes, I do ! – oczywiście, że tak ! – odparł Janusz wypinając dumnie pierś do przodu.

Maszynista wyraźnie się ucieszył i podniecił, że znalazł wspólny język i już brał się do wymieniania listy poszukiwanych produktów. Jednak Janusz  zamknął nagle okno w przedziale i zaciągnął firanki tuż przed nosem natarczywego kolejarza. Nie mówił przecież po angielsku ni w ząb. I tyle go widział Rumun. Koniec handlu. Wtedy zza okna usłyszeliśmy prawdziwie polską i soczystą wiązankę wulgaryzmów wyrzucanych przez obywatela Rumunii w naszym kierunku. Od tego momentu zakazaliśmy Januszowi wystawać w oknie pociągu i wypowiadać się bez naszej zgody, gdyż psuł nasze stosunki z tubylcami.

Z lenistwa śpimy w jednym namiocie

Ale do Bułgarii dojechaliśmy i trzy tygodnie spaliśmy pod namiotem i prażącym słońcem, racząc się spokojem i piciem z aluminiowych kieliszków rodzimego koniaku nagrzanego w słońcu do 40 stopni. Ale kopał ! Mieliśmy w sumie dwa namioty, jako że było nas pięcioro – jeden dwuosobowy, a drugi trzyosobowy. Ten mniejszy rozbiliśmy nocą na samych kamieniach i nierównościach i obiecaliśmy sobie przestawić go za dnia. Byliśmy jednak tak leniwi, że przez cały pobyt nawet go nie ruszyliśmy. Wszyscy spaliśmy w trzyosobowym, dwóch kolegów z prawej strony, w środku wysoka blond włosa koleżanka, a z lewej strony ja i kolejny druh. Spaliśmy ściśnięci jak sardynki i na komendę wszyscy przewracaliśmy się na ten sam bok. A rano gramoliliśmy się pomięci na czworakach z namiotu, najpierw wszyscy chłopcy po kolei, a na końcu wstawała i wychodziła koleżanka, rześka jak poranek i przeciągała się lubieżnie na zewnątrz. Inni turyści, z Niemiec i Rumunii oraz Węgier, przypatrywali się jej z uznaniem, podziwiając jej siłę witalną kontrastującą z naszą niemocą. Chyba była wampirem energetycznym i nocą wysysała z nas ożywcze soki.

Handel żywym towarem

Sycia – tak miała na imię – przez trzy tygodnie opalała swoje zgrabne ciało na słońcu i zjarała się na heban. My, chłopaki, nudziliśmy się często takim zajęciem i w miejscowym barze na plaży graliśmy godzinami w karty. Samotna, seksowna kobieta nie uszła uwagi innych plażowiczów oraz ratowników, którzy usiłowali ją poderwać. Wtedy dziewczyna siadała na ręczniku wytrącona z rytmu opalania (jakby było się z czego wytrącać) i długą, powabną ręką wskazywała na naszą czwórkę. Wówczas groźnie machaliśmy pięściami, żeby koleś zostawił ją w spokoju. Chyba, że ratownik postawił nam kolejkę, wtedy to co innego…Mógł nawet przewieźć Sycię motorówką. Potem wszyscy na plaży już wiedzieli, że najpierw trzeba postawić coś ochronie, żeby móc startować do koleżanki. Że trzeba nas usatysfakcjonować w ramach tego specyficznego plażowego handlu żywym towarem. Z czasem staliśmy się bardzo wybredni… Poprzeczka poszła w górę i szybko opływaliśmy w luksusy. W zamian za jej adres i domowy telefon, przy wyjeździe dostaliśmy nawet liczne wiktuały. To był dobry deal, zwłaszcza, że namiary na Sycię były fałszywe. W końcu RODO obowiązuje, to nie będziemy ryzykować. A podarowane nam produkty były ogromnie potrzebne, gdyż wówczas Bułgarię dotknął kryzys ekonomiczny i w sklepach zrobiły się pustki.

Wycieczka do Bułgarii, konieJak to było z tymi arbuzami ?

Pamiętam, że byłem już raz w tym kraju jako małe dziecko z rodzicami na wakacjach. Oj, wtedy Bułgaria opływała we wszystko. Podczas tych wakacji specjalizowałem się w zakupach arbuzów, które w Polsce były rarytasem, a tutaj kosztowały 25 stotinek. Działałem zawsze według tego samego planu, podchodziłem do sprzedawcy owoców na targu, wskazywałem arbuza, a gdy ten dał mi go pod pachę, dawałem sprzedawcy 5 stotinek.

– A gdzie dwadzieścia ? – pytał handlarz.

Wtedy zaczynałem strasznie ryczeć i stałem tak na środku targowiska, tocząc krokodyle łzy – mały blondynek pośród obcych, niemający więcej pieniążków.

– No przestań – uspokajał zawsze Bułgar. – Nic się nie stało. Weź sobie tego arbuza za pięć stotinek i masz tu jeszcze drugiego.

Polak potrafi, nawet mały.

Handlujemy jeansami na plaży

W czasach komuny nie było wyjazdu bez handlu z tubylcami, który był nieodzownym punktem programu. Trzeba było przecież coś dorobić, żeby koszty podróży się zwróciły. My mieliśmy ze sobą kilkanaście par jeansów – nowiutkich, sprowadzonych specjalnie z Warszawy od znajomego. Wyjęliśmy je wszystkie na plaży i po chwili zbiegł się spory tłum Bułgarów, przestaliśmy nad nim panować, a wszyscy krzyczeli rozgorączkowani: „ile kosztują ? Muszę przymierzyć, dawaj !” Nagle kilka osób zaczęło chodzić w naszych jeansach, a po chwili wszyscy wtopili się w tłum i zniknęli. A kasa ? Nie zdążyli zostawić, więc wyszło na to, że połowa towaru sama rozeszła się po plaży i… dupa. Koszty się nie zwróciły. Jednak nie dorównywaliśmy kunsztem naszemu kuszetkowemu z pociągu. Jedynie kolega Janusz się cieszył, bo jako pierwsza i o dziwo za pieniądze, poszła używana już wielokrotnie spódnica marmurkowa jego ciotki, którą potajemnie zabrał z domu na handel do Bułgarii. Następnie klienci zdarli mi z tyłka moje kolorowe gacie (bokserki) z palmami zakupione kiedyś w Bangkoku. Ta stara spódnica i moje gacie to był handlowy hit.

Wycieczka do Bułgarii, leżę na ulicyMała dziewczynka pochłania 4 obiady

Tuż przed wyjazdem do Polski zarządziłem popas w restauracji. Od pobytu w Bułgarii jako student minęło już wiele lat, a teraz byłem w tym kraju ponownie z moimi córkami. Wyjeżdżaliśmy wieczorem, więc ostatnie popołudnie poświęciliśmy na jedzenie. Zamówiłem kilka dań, ponieważ część z nich (np. mięsa, kotlety) pakowałem sprawnie pod stołem na drogę. Pani kelnerka donosiła danie za daniem i każdorazowo pytała dla kogo ma być adresowane ?

Zawsze wskazywaliśmy na małą, chudą i kilkuletnią dziewczynkę przed którą stały już stosy pustych talerzy, podczas gdy my byliśmy w połowie pierwszego dania. Pani z podziwem i niedowierzaniem patrzyła na małą i myślała: „kurde, ile ona może zeżreć ?”. Nie wiedziała, że gdy tylko się oddaliła, sprawnie przenosiłem całe jedzenie z talerzy do pojemników i Agatka znów miała puste naczynia. Nienasycona !

Wycieczka do Bułgarii, stare domySozopol, Złote Piaski i monastyr

Cofnę się jeszcze o kilka dni i powiem coś o trzech miejscach, które udało nam się zobaczyć. Pierwszym z nich jest wspaniałe miasto Sozopol, a trafisz na nie, gdy pojedziesz w kierunku Turcji. To kurort odwiedzany co prawda przez turystów, ale nie jest tak oblegany jak Nessebar i Słoneczny Brzeg. Wreszcie zaznasz trochę spokoju, po ulicach hula wiatr, a miejscowy drzewostan daje trochę ożywczego cienia. Póki co, miasta nikt nie wyciska turystycznie do ostatniej kropli, jak cytrynę. Na ulicach stare drewniano – kamienne domy, może trochę brudne, trochę zapylone, ale dające super uduchowioną atmosferę. Na każdych drzwiach wisi podobizna jakiegoś człowieka, który umarł. To hołd dla zmarłego i zaproszenie na świętowanie rocznicy jego śmierci. Wokół Sozopolu leży kamieniste i malownicze wybrzeże.

Wycieczka do Bułgarii, Sozopol

Wycieczka do Bułgarii, uliczkiJeśli pojedziesz samochodem w drugą stronę (z Nessebaru) czyli w kierunku Rumunii, do hrabiego Drakuli, trafisz z kolei na super kurort mający ponad 240 hoteli czyli do Złotych Piasków. Ta turystyczna miejscowość ma długą – ponad 3,5 km – i szeroką na 100 metrów piaszczystą plażę. Nazwa Złotych Piasków pochodzi po prostu od przepięknego złotego koloru piasku na plaży. Podobno dawno temu jacyś piraci zakopali w niej swój skarb – złoto, a kruszec nadał potem plaży odpowiedni kolor. To mekka turystów uwielbiających styl „All inclusive”, do dyspozycji mają baseny przy hotelach, leżaki i parasole na pięknej plaży, a gdy nie wystarczą im hotelowe posiłki, to mogą jeszcze przegryźć coś w Mc Donaldzie położonym na plaży przy samym morzu. W tyłkach się im już poprzewracało !

Wycieczka do Bułgarii, Złote Piaski3-4 km dalej w górzystym terenie leży wielowiekowy monastyr Aładża, to stary klasztor w skale. W białym wapieniu mnisi urządzili swoje cele, krypty, a także namalowano kolorowe freski. To fajne miejsce przenoszące nas w odległą epokę, bez komórek i mediów społecznościowych, gdy czas płynął chyba wolniej. W każdym razie w dzisiejszym zwariowanym świecie można wyłączyć komórkę i zrobić sobie spacerek po monastyrze w bardzo wolnym tempie.

Wycieczka do Bułgarii, Aładża

 

Zobacz również wpis o Bułgarii:

https://przygodypiotra.pl/podroze-piotra/podroz-do-bulgarii-nessebar/

Wycieczka do Bułgarii, monastyr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *